Ucieczka przed deszczem Czwartek, Lu 3 2011 

Uciekasz przed deszczem

Usilnie za słońcem pcha Cię pragnienie

Może zdążysz jeszcze

Znaleźć schronienie

Może zdążysz na chwilę

Nie poczuć tych łez

Może ktoś się pomylił

Może nie wszystko wiesz

.

Uciekasz przed deszczem

Jak długo tak chcesz

Biegnąć jeszcze

Jak wyschnięta ziemia wiesz

Że dla życia urodzaju

Łez czasem potrzebne jest kropienie

Jak na chwili skraju

Przypominasz sobie niespostrzeżenie

Po wydało Cię matki łono

Serce Twe rwie

Oczy namiętnością płoną

I jak zerwany z łańcucha pies

Czujesz wolność

.

Uciekasz przed deszczem

Czy siłę masz jeszcze

Czy tchu Ci nie brakuje

Gdy jak cień nocnego ptaka snujesz

Po niepewnej ziemi

Wiesz, że spadnie pierwsza kropla

I nie ugasi płomieni

Zagra na szybie okna

Lecz tańczyć nie wypada w schronieniu

I pomagać cierpieniu

Ucieczka I Niedziela, Sty 30 2011 

Nie pamiętała, co się stało. Obudziła się w jakimś pomieszczeniu. Ściany były obdarte, na kawałkach gołych murów jakieś niewyraźne graffiti. Było strasznie zimno, ona siedziała bosa.

Wstała. Wyjrzała przez okno. Ościeżnica była obdarta, szyby mocno zabrudzone. Podeszła do drzwi, chwyciła za zardzewiałą klamkę. Zamknięte. Wyjęła wsuwkę ze swoich długich, rozczochranych blond włosów. Przyklęknęła przy drzwiach i zaczęła nią poruszać w zamku. Po kilu minutach udało się jej otworzyć.

Była w jakimś opuszczonym budynku. Na korytarzu strasznie śmierdziało, trochę stęchlizną, trochę moczem. W oddali przebiegł szczur. Szła ostrożnie przed siebie. Korytarz był długi i obskurny. Z sufitu wystawały kawałki desek. Doszła do końca korytarza, skręciła w lewo. Na wprost były schody, zabezpieczone kratą. Metal był mocno zardzewiały, a samo zabezpieczenie dość liche. Zeszła w dół, do piwnicy. Ta wydawała się nie mieć końca.

Kolebkowe, murowane sklepienie i małe okna wzbudzały tylko dodatkowo w niej grozę, ale nie poddawała się, szła przed siebie. Co chwilę drogę przebiegały jej szczury. W pewnym momencie natknęła się na wielkie, świecące oczy. W kącie siedział skulony pies. Był bardzo wychudzony i skomlał. Podeszła do niego. Jej błękitne oczy na chwilę znalazły się na tej samej wysokości, co wielkie psie gały. Pies zerwał się i uciekł. Wiedziała, że to jej jedyna szansa i nie może się wycofać.

Chwyciła kawałek deski. Rozejrzała się dookoła. Odsunęła lekko i z całej siły uderzyła nią w okno. W obawie, że ktoś mógł usłyszeć dźwięk tłuczonego szkła, czym prędzej podskoczyła i chwyciła za obramowanie. Kawałek wystającego szkła rozciął jej dłoń. Otwór był niewielki, ale ona sama była bardzo szczupła i zmieściła się w nim. Rozpaczliwie podciągała się, aż w końcu udało jej się przepchać.

Na zewnątrz było pełno śniegu. Krajobraz przeraził ją. Była w jakichś opuszczonych ruinach. Podniosła się, rozejrzała dookoła. Było ciemno. Wiedziała, że jest w jakiejś opuszczonej dzielnicy. Na śniegu widniały już czerwone plamy z kapiącej z jej rozciętej ręki krwi. Zerwała się i zaczęła biec przed siebie. Nie miała kompletnie pojęcia, czego może się spodziewać.

Dobiegła do płotu, zaczęła słyszeć jakieś niskie ludzkie głosy. Płot był betonowy, na górze miał resztki kolczastego drutu. Wiedziała, że musi zaryzykować, od tego zależy jej życie. Pomimo odmarzniętych już stóp, rozpaczliwie zaczęła się wspinać po obiekcie. Wkładała dłonie w szczeliny między kamiennymi płytami. Po drugiej stronie były krzaki.

-Ucieka!- usłyszała męski krzyk.

Zamknęła oczy i skoczyła.

Ciąg dalszy nastąpi…

Piekielne gały cz.2 Wtorek, Gru 14 2010 

Strach ma wielkie oczy, trochę wyłupiaste i przekrwione. Popękane naczynka krwionośne na żółtych białkach wywołują trwogę i uczucie dyskomfortu. Jest obleśny i już na sam jego widok po prostu odrzuca. Taki horror mentalny na żywo.

Zagląda z boku, obserwuje. Czujesz go, ale nie widzisz. Jest. Intuicja podpowiada. Kroczysz szybciej, chociaż bardzo niepewnie. Idziesz do przodu, co chwilę oglądając za siebie. To już nie chód. To trucht. Pełna gotowość do ucieczki. Strach wychodzi zza rogu, chwyta cię i ciągnie. Wyrywasz się. Naprzód!

Chociaż strachu już nie widać, dalej coś ci podpowiada: uciekaj! Idziesz inną drogą niż zwykle, żeby zgubić niepewność. Potwór czai się za rogiem. Biegniesz! Dookoła pełno ludzi, przyglądają się. Patrzą, jak ten strach. Ale ty ich widzisz. Jego nie. Nagle zjawia się na horyzoncie. Biegniesz! On za tobą. Widzą to, wszyscy dookoła to widzą, ale nikt nie reaguje. Jedni zdziwieni, inni obojętni, jeszcze inni ubaw mają. A ty umierasz z przerażenia, resztkami sił w upalny dzień uciekasz.

Biegniesz między drzewami, w nadziei, że go zgubisz. Na ławkach siedzi młodzież i się przygląda. Ktoś spaceruje z psem. Kolumna dzielnych żołnierzy na pobliskiej drodze. Nagle strach cię dopada i ciągnie cię w krzaki. Drzesz się w niebogłosy. Kolumna idzie, nie zwraca uwagi. Chłopcy na ławce tylko się przyglądają. Tylko jakiś staruszek z owczarkiem spuszcza swego pupila ze smyczy i krzyczy: Bierz go!

Obrzydzenie. Obrzydzenie do siebie, swojego ciała. Obrzydzenie do ludzi. Strach dalej siedzi w głowie. Boisz się, gdy ktoś się do ciebie zbliża na odległość bliższą niż półtora metra. Drżysz z przerażenia, gdy ktoś chwyta cię za ramię. Nie możesz patrzeć w lustro. Nie wiesz co robić, gdy przygląda ci się ktoś płci przeciwnej. Automatycznie odwracasz oczy i udajesz, że nie widzisz. Chcesz odwzajemnić uśmiech, ale uciekasz. Boisz się. Strach ciągle jest, pomimo, iż wydaje ci się, że sobie z tym poradziłeś. Nie pamiętasz. To nie dotyczyło ciebie, to ktoś inny to przeżył. Unikasz ludzi. Niby starasz się żyć normalnie, ale coś jednak jest nie tak.

I któregoś pięknego dnia ktoś pomaga ci przypomnieć to sobie. Przeżywasz to jeszcze raz. Teraz rozumiesz, co jest nie tak…

Nienawidzisz. Szczerze nienawidzisz. 😦

.

TO JEST HISTORIA, PISANA METAFORĄ. ŻEBY NIE BYŁO CZEPIANIA SIĘ. MOJA HISTORIA, POMIĘDZY WIERSZAMI.

%d blogerów lubi to: