Ostatnie przedstawienie Czwartek, Lu 24 2011 

Niepotrzebna już ta maska

Bal już dawno się zakończył

Podaj rękę jeśli łaska

Już muzyka nie gra

Wiatr jej echo w Twojej głowie drąży

.

Niepotrzebne już te stroje

I do końca przedstawienie już dobiegło

Zamilcz i zapomnij słowa swoje

Jak i moje

Nie istnieje coś jak przeszłość

.

Padał deszcz rzęsisty dniami

I nocami świat zalewał łzami

Nasze chwile

Których brakło

Dziś motyle

Marzeń na swych skrzydłach mają barwy

Uciekają w stronę słońca

Złap je

 

 

Przedstawienie wariatki Środa, Sty 26 2011 

Przedstawienie dobiegło końca. Widzowie wyszli z Sali. Oklaski.

Była komedia, był romans. Scenariusz pisany przez dwie osoby. Niektóre kwestie pokrywające się, inne kompletnie odbiegające od siebie. Chciałoby się, aby były nieoczekiwane zwroty akcji, jednak wszystko przewidywalne do bólu.

Aktorzy z łapanki. Nie było żadnych castingów. Przez przypadek główne role powierzone dwóm wariatom. Wariatka wierna do bólu, emocjonalna. Wariat bawidamek, myślący niekoniecznie narządem pod pokrywą czaszki. Wariatka czekała, wariat dmuchał na zimne i gorące, dymał powietrzem i innymi substancjami.

Zaczęło się pięknie. Mógł być happy end. Happy nie był, ale end w końcu jest. I chociaż telenowela, to jednak bardziej korzeniami w południowej Ameryce. Żaden klan, żadna inna mdła, operowa produkcja, która końca nie ma. Skończyło się na tragedii.

Bohater tragiczny. Cokolwiek by nie zrobił i tak będzie źle. Dlatego wydaje oświadczenie. Wyrzuca wszystkie niedopowiedzenia, wszystko, co kumulował poza scenariuszem. Już mu wszystko jedno. Skoro to i tak end, to co się będzie szczypał. Jak już kończyć, to z pompą.

Są recenzje. Opowieść zdawała się być przewidywalna. Sęk w tym, że główną rolę grała wariatka. I nie byłaby sobą, gdyby chociaż na koniec czegoś od siebie nie dodała.

Trwają castingi. Nie, główna bohaterka jeszcze nie jest jakoś specjalnie ułożona od środka. Ale ma nauczkę. Nie będzie już więcej żadnych scenariuszy pisać. Będzie improwizować. Nie będzie już nikogo zaczepiać i obsadzać w swoim przedstawieniu. Kto chce, niech przychodzi na casting. Albo przejdzie, albo nie.

Kręcą się po planie, różnorakie gagi z prób. A właściwie z przedpremiery. Co się na premierze będzie działo, to już życie pokaże…

Scena dziewiąta Niedziela, Wrz 19 2010 

Lekcje

Człowiek całe życie się uczy. Są nawet potoczne jego szkoły. Ale to właśnie ono takową szkołą jest… Kto więc tu wykłada?

Pewna osoba, którą niezmiennie od lat obdarzam wielkim szacunkiem i która cholernie dużo mi w życiu pomogła, swojego czasu „sprzedała” mi swoją filozofię, której trzymam się po dzień dzisiejszy. Zresztą, jako, swojego czasu, namiętny mol książkowy, doszukałam się wielu rozszerzeń tego podejścia w literaturze. A tak pokrótce, owa filozofia wygląda następująco:

Nie ma czegoś takiego jak problemy. Nie ma czegoś takiego jak tragedie- są tylko sytuacje. A sytuacje to nic innego jak lekcje, które musimy przerobić. Każda sytuacja, każdy człowiek ma za zadanie coś nam uświadomić. I nawet jeśli uciekniemy od takiego nauczyciela, to pojawi się następny o takich samych cechach i stwarzający sytuację do bólu przypominającą poprzednią. Dopiero po uporaniu się z własnym wnętrzem, znalezieniem destrukcyjnej cechy i wyeliminowaniem jej, takowa osoba odchodzi. Albo się zmienia, albo wraca odmieniona po jakimś czasie. W każdym bądź razie- pewne cechy automatycznie wyłączają się z naszego życia. (przykład? Całe życie trafiałam na facetów, których zachowanie było dalekie od wysokiego poziomu świń- od ponad dwóch miesięcy nie spotkałam już żadnego takiego: dokładnie 13 i 14 lipca przerobiłam ostatnią lekcję i jestem temu osobnikowi dozgonnie WDZIĘCZNA za to, czego mnie nauczył- SZACUNKU do samej siebie, poczucia własnej wartości i wierności do swoich staroświeckich zasad).

Jeśliby poszperać w informacjach nt. fizyki kwantowej (zwł. dla laików- taka jest najlżej strawna), to natyka się na wiadomości dotyczące pola energetycznego człowieka. Człowiek ma określoną częstotliwość takiego pola (ezoterycy nazywają to poetycznie aurą) i te pole niejako szuka podobnych częstotliwości. Myśli, fale mózgowe, mają określoną częstotliwość- to również szczęśliwie jest już udowodnione naukowo.

Wracając do samej filozofii lekcji, jak to pięknie sobie nazwałam ;), a właściwie przechodząc do jej puenty… Nie chodzę do kościoła, nie praktykuję nauk kościelnych, kwestia krzyża to dla mnie kabaret lepszy niż ten Moralnego Niepokoju. Człowiek ma to do siebie, że musi w coś wierzyć- najbliższe są mi nauki Kahunów, które zresztą są podstawą dzisiejszej psychologii i lekcje. Nie mam żalu, że coś się stało, nie mam żalu, że ktoś się zachował tak, a nie inaczej. Nawet przy największej podłożonej świni jestem wdzięczna temu, kto ją tam postawił- dzięki temu mogłam się sprawdzić w nowej sytuacji, nauczyć się czegoś od życia. A życie jest za krótkie na jakiekolwiek negatywy…

Scena siódma Poniedziałek, Wrz 13 2010 

Akt pierwszy

Scena siódma: Lubię, kiedy…

A czas czasem zatracasz? Acha, nie masz czasu o tym myśleć… Nie masz czasu zatracać czasu…

Znasz mnie? A, nie wiesz skąd… Nie szkodzi- powiedziałabym ci, ale ta niewiedza jest taka fascynująca… I niech tak zostanie 😉

A słyszysz, jak krople deszczu stukają o blaszany parapet?

A widzisz jak te pioruny rozrywają niebo? Nie czujesz, że coś się zmienia?

A czujesz ten zapach świeżej pościeli unosi się w pokoju?

A spotkałeś osoby, z którymi można gadać o niczym przez całą noc i jest to fascynujące?

Po co wciąż trzymasz stare żale w sobie? Sam siebie zatruwasz. Druga osoba już nie pamięta- uwierz mi. A jeśli nawet pamięta, wystarczy wyciągnąć tylko dłoń…

Nie widzisz, że każdego dnia wszystko się zmienia?

Scena piąta Niedziela, Wrz 12 2010 

Akt pierwszy

Scena piąta- Marzycielka

Życie prześpisz. Pobudka, koleżanko! Aż tak ślepa jesteś? Łamiesz serca dookoła, a sama się zadręczasz.

Tak, tak, żyj dalej w świecie marzeń. Zjawi się księciu na rumaku, co będzie ci cytował Szekspira. Tak, i będzie trzymał cię za rękę w każdym momencie, przytulał przed snem i szeptał do ucha, gdy będziesz zasypiać. Taaa… A na pewno będzie wrażliwy i doceniał sztukę i inne twoje wymysły… Na jakim ty świecie żyjesz?

To, że twoje prababki były wierne jednemu przez całe życie, nie znaczy, że ty też masz być. Czasy się zmieniły. W jakiej ty, do cholery, epoce żyjesz?

Ty za twardo stąpasz po ziemi. Nie wierzę, że jesteś aż tak miękka w środku.

Nie czekaj, bierz, co przynosi ci życie. Ależ bierzesz? A to ciekawe… Przeganiasz każdego…

A rób co chcesz, jak jakimś cudem się ktoś taki zjawi, daj znać.

Bo jak kochać, to księcia.

.

A.- sorki, że cytuję tu nasze rozmowy 😉

Scena czwarta Niedziela, Wrz 12 2010 

Akt pierwszy

Scena czwarta- Wolność

Samotnie. Sama. Cholera. Nie chce mi się nic. Dobra, ktoś tam drepcze po mojej głowie.

No ok., masz rację. Są przyjaciele.

Nie, to nie wolność, to niewola samotności.

Dobra, tu też masz rację.

Nie, ale w tym to nie. Jestem wolna. Nie, nie ograniczam sama siebie. Nikogo nie ma. Jest. Mentalnie, nie fizycznie. Co ty pieprzysz? Że jak zapomnę, to się ktoś zjawi? Nie, jest na odwrót. Jak się ktoś zjawi, to zapomnę. I nie wmawiaj mi, że jest inaczej.

No, może masz rację…

A pieprzyć to, na pewno masz rację!

Wolna! Wyrzuciłam ze swojej głowy!!!

O, ktoś puka. Nie, nie spodziewam się nikogo…

Naprawdę miałeś rację!

Tylko w wolności przychodzi miłość… Tak niespodziewanie…

Dziękuję…

Scena trzecia Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Scena trzecia- Miłość

„Miłość to uczucie głupie- zaczyna się na ustach, a kończy na dupie”.

Miłość uskrzydla. Lataaaaam… Bum! Ała. Boli miejsce, gdzie kończy się kręgosłup, ta zewnętrzna tylna część miednicy.

Oddech płytszy, puls przyspiesza, szereg reakcji psycho-chemicznych w organizmie. Wyluzuj. To tylko fenyloetyloamina. Wiesz, różnorodność genetyczna, feromony w pocie- dlatego akurat ten. No, tak mówią naukowcy.

Obsesja. Psychoza maniakalno depresyjna- ooo! Gapi się! Euforia. Pisk w mózgu. Nie, nie gapi się. Prozac proszę, mam depresję.

Schizofrenia. Wszędzie go widzisz. Wszędzie go słyszysz. Głosy w twojej głowie, omamy. Mięsień poprzecznie prążkowany serca ci KAŻE. Tak, to schizofrenia.

Osobowość borderline. Ty, zawsze roześmiana, zawsze wesoła, zawsze inteligentna. W jednej chwili głupiejesz, smutniejesz i jesteś swoim odbiciem w krzywym zwierciadle. Do psychiatry, won mi stąd.

Zaburzenia kompulsywne. Żyjesz miłością. Nic nie jesz- karmisz się szczęściem. Naraz chce ci się nim wymiotować. Anoreksja, bulimia- nieważne, do psychologa, jazda.

Bezsenność. Nie śpisz. Snujesz durne marzenia z nim związane. Rano dętka. Zombie z podpuchniętymi oczami.

Fobia. A co jeśli mnie odrzuci? Kurde… Zabiję się… Nie, nie zabiję się. Będzie mi smutno. Zrobie z siebie kretynkę… Lecz się, dziewczyno.

Nerwica natręctw. Jeśli zrobię tak, jego reakcja będzie taka. Nie, może postąpić właściwie w ten sposób… Albo nie. W inny. Albo… O rany…

Objaw błędnego koła. Jeśli się nie odezwę, on też się nie odezwie. Jeśli się nie odezwie, ja też się nie odezwę. Jeśli…

Zakupoholizm. Tak, w tej bluzeczce go uwiodę… Ale do tej bluzeczki przyda się ten naszyjnik… Ale zaraz, to już dokompletuję kolczyki… Hm… może jeszcze ta apaszka pod kolor? Ups… co się stało z moją wypłatą?

Pochwica… Ok., te zaburzenie psychiczne może sobie podarujmy…

Miłość to największe z nieszczęść. Miłość rani.

Miłość się kończy. Miłostki się kończą. Miłość umiera…

Guzik prawda. Miłość zawsze jest, była i będzie. Nigdy się nie kończy, przybiera tylko inną postać i uczy czegoś innego…

2. Scena druga Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Druga scena- Ocena

A tej co tak wesoło? Patrz, jak słodko się uśmiecha. Aż na wymioty zbiera. Cholera, jaka słodka idiotka. Rozpieszczony bachorek, zapewne. Mówię ci, agrh…

Udało się jej. Głupi zawsze szczęście ma. Ładna? Proszę cię. Widzisz tego pryszcza na jej skroni? I generalnie zobacz, wystaje jej brzuch. Gdzie tu to piękno? Pewnie puszcza się na prawo i lewo. Mówię ci, takie jak ona to dziwki.

Podlizuje się. Mówię ci, żaden człowiek nie jest bezinteresownie miły. Chce wszystkich mieć za przyjaciół. Fałszywa i naiwna. Ha! Jeszcze jej życie dokopie. Zobaczysz, dadzą jej popalić.

Pfff…. Taaaa, może mieć każdego. Pokaż jej, że ciebie mieć nie będzie nigdy. Dawaj, utrzyj jej nosa!

O kurde… Dobra, pomogła mi. Dobra, może źle oceniliśmy…

Jest sama? Wygląda na taką, co skacze z kwiatka na kwiatek…

O cholera, ona naprawdę potrafi…

Słuchaj, może wpadniesz…?

Scena pierwsza Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Scena pierwsza- Manipulacja

Kamera! Akcja!

Cholera, gdzie jest reżyser? A, pewnie znowu dał popalić i gdzieś w krzakach leży. Nieważne. Już! Do przodu! Nie, nie. Nie tak. Bardziej kokieteryjnie. Zalotniej. Tak, popraw włosy, delikatnie. Nie, nie! To nie to! W prawo. Nie, nie, nie tak daleko! Idziesz jak słoń! Kobieco! Nie, znowu nie to!

Intonacja. Intonacja! Co to ma w ogóle być? Proszę cię, jeszcze raz… No, teraz dobrze. Tak, idź w tą stronę. Do cholery, nie tak! Masz się mnie słuchać, nie tego tam z boku. Nikogo? Słuchasz się go. JEGO. Przecież widzę.

Mam oczy. Nie, nie jestem ślepy. Przecież widzę!!! Co ty odwalasz? Nie, nie wkręcaj mi, że jest inaczej.

Dobrze, już dobrze. Zrobimy tak. Popatrz na mnie. Podziwiaj. Każdy mnie podziwia. Ty też powinnaś. No gdzie ty się odwracasz? Wracaj mi tu, już!

Nie, nie i jeszcze raz nie! Przecież to się kupy nie trzyma. Co? Coś ty powiedziała? Gówno mnie to obchodzi. Ja ci pokażę!

Zaraz… Chyba coś przeoczyłem. Nie, ty jesteś inna. Ty… To niemożliwe. Nie, nie wierzę. Proszę, jeszcze raz, inaczej, naprawdę…

Ha! No to znowu robimy w TEN SPOSÓB!

A odwal się pan. Będę robić, co mi się podoba.

.

.

 

Przedstawienie Piątek, Lip 23 2010 

Przedstawienie

.

.

Przyodzieję maskę

Na to przedstawienie

Nie napiszę scenariusza

Podyktuje serce dusza

Nieme te dialogi

Obietnicy mej spełnienie

Zanim umysł zaśnie

.

Z marzeń mych kostiumy

Myślami zszyte

Rzeczywistość je rozpruje

I pokaże co ukryte

.

Powietrzem się odzieję

Do następnej sceny

Gdzieś za kulisami

Aktor się śmieje

Czyta słowa improwizacji

Lecz nim wyjdzie na scenę

Zagra w życia akcji

Zapomni ich brzmienie

Bo to przedstawienie

Napisało przeznaczenie

%d blogerów lubi to: