Samica Sobota, Lu 26 2011 

Nie będzie o kobietach. Będzie  o samicach. Współczesnych samicach, jakich wiele w dzisiejszym społeczeństwie, występujących, o zgrozo, na skalę globalną w krajach bardziej cywilizowanych. O samicach, które ma ochotę się rozerwać na strzępy.

Współczesna samica w młodości wykazuje niezwykłą gościnność. W kroku przede wszystkim. Syndrom gość w dom nasila się w wieku dojrzewania, potem przeżywa swój renesans w okresie pulsujących jajników, tzw. upalny czas trzydziestki.

Samica wie, czego chce. Chce upolować samca. Kusi obietnicą roli domowej kury znoszącej złote jaja. Samiec, wiedziony opierzoną aparycją samicy wywala język i dumnie przechadza się przed samicą. Jest czym pochwalić się przed innymi kogutami. Niestety, upolowany, ląduje jako potrawka na obiad. Seksowna kurka spod prysznica z biegiem czasu staje się zmokłą kurą, która zamiast krzątać się i dbać o swego samca, woli siedzieć na grzędzie i gdakać. Samiec skacze w bok spod pazura, jak zmoczy swój ptasi odwłok, lecą pióra.

Samica lubi być adorowana. Uwielbia, gdy samiec bierze ją pod swe orle skrzydła i frunie na drugi koniec świata, obdarzając przy tym wszelkimi błyskotkami, które te sroka podczas tego lotu zauważy.

Samica, niczym Jing i Jang, dwie twarze ma. Pierwsza, podziwiaj i patrz, jakże słodka, delikatna i urocza jestem. Oj, samiec wiedziony tak słodką i uśmiechniętą, sensualną buźką przełącza swoje myślenie z szarych komórek na plemniki. Gdy wszelkie procesy umysłowe schodzą poniżej pasa, samica transformuje się z uroczej żabki w ohydną ropuchę, plującą jadem w świata strony i pośrednie. A samiec dalej wierzy w wyimaginowane brednie.

Samiec to zabawka. Tak, tak, panowie. To nie wy się lalkami bawicie, to lalki bawią się w waszych resorakach. A gdy zabawka się znudzi, kopniak w część ciała służącą do siedzenia i do sklepu po nową zabawkę. A zabawki same chętnie w dłonie z tipsami się oddają… A zużyta zabawka? Cóż, jeśli wrażliwsza, to będzie się obwiniać, płakać i ubolewać… Ale za lalkami się nie płacze- to jak dzieciństwo, mija bezpowrotnie, trzeba wydorośleć.

Napisane przez: zgryźliwa, uroczo złośliwa, pośrednio boleśnie bezpośrednia indywidualistka i artystka, nie potrzebująca apokalipsy, żeby powiedzieć prosto z mostu, że jej na kimś zależy; żeby zrobić coś kompletnie głupiego i irracjonalnego 😛 Jak nie teraz, to kiedy??? Życie ucieka, nie będzie mi przez palce przeciekać 😛

.

PS: Nie mam czasu i ochoty na jakieś posrane gierki ;]

 

Gdy mówi kobieta Sobota, Lu 19 2011 

Ach, kobiety my, z Wenus poddanego silniejszemu działaniu promieni słonecznych przybyłe… Jakże trudno nas zrozumieć, a wystarczy słuchać umieć…

Gdy kobieta mówi nie, na myśli ma… nic innego, jak partykułę nie. Wzmocniwszy ją intonacją głosu, naciskając akcentem werbalnym, w głowie jej się toczy nie, a jakże, a po słowie tym przecinek i epitet w postaci rzeczownika określający rozmówcę (nie, baranie!, nie, idioto! Etc.). Gdy omawiana partykuła zawiera znak interpunkcyjny w werbalnej postaci, tudzież najczęściej bardzo niekulturalnej i przywodzącej na myśl kobietę lekkich jak obłoki obyczajów (nie, ku#$a!), w jej głowie toczy się już istna słów batalia. Wypowiedź na poziomie umysłowym różnie ubierać tutaj w słowa można, ale meritum zawsze jest to samo, mianowicie, wchodzą w akcje groźby w stylu: wypier#$%^j, bo ci zaraz zaj%^&*ie!, acz samica, jako stworzenie przezorne i jeśli słów powyższych nie użyło, jeszcze zrównoważone, w obawie o akt oskarżenia w oparciu o Kodeks Cywilny, mówiący o groźbach utraty zdrowia i/lub życia, język trzymać za zębami woli.

W kwestiach emocjonalnych kobieta wrażliwa jest i nieśmiała niesłychanie. Jeśli już zdobędzie się na odwagę wyznać jakiemuś samcowi, że ten mile pieści jej zmysł wzroku, słuchu, bądź też węchu, to dokładnie to samo ma na myśli. Kobieta szczerze nienawidzi wszelakich gier, w których jej postać staje się pionkiem do posuwania o liczbę oczek wypadających na kostce do gry. Oczko to może w pończosze jej pójść. Oczko to ona może puścić.

Kobieta humorzasta bywa, tak zaprogramowała nas kapryśna Matka Natura (czyż to może być przypadek, iż postać jej jawi się jako żeńska?). Natura ma cykl pór roku, my mamy cykl miesięczny. I gdyby nie on, panowie, nici (cienkie i nie nadające się do szycia) z poczęcia nowego życia.

Kobieta, jak góra, zdobywana być lubi. Jak Matterhorn, który wprawdzie co roku pochłania statystycznie dwie ofiary śmiertelne, ale czyż to nie satysfakcja zdobyć szczyt i cieszyć się z góry widokiem marzycieli stąpających gdzieś w dolinach, niczym małe robaczki? Nadto przedstawionych tutaj zalet, szczyt znajduje się ponad chmurami i cieszyć się widokiem słońca można, jak i spojrzeć ze znacznie szerszej perspektywy…

Niemoralny eksperyment Piątek, Lu 11 2011 

W celu bliższego zrozumienia relacji damsko-męskich, jak i męskiej, a także kobiecej natury, przeprowadziłam ostatnio kontrowersyjny etycznie eksperyment. Przy okazji sprawdziłam sama siebie, czy aby na pewno moja naiwność odeszła w buraki…

Panowie, jak wy uwielbiacie obiecywać, słodzić, obdarzać nas komplementami… Zwłaszcza, gdy nas nie znacie. A jak, zdawałoby się, znacie na wylot, stawiacie wszystko na jedną kartę i wydaje się wam, że wszystko wam z nami wolno.

Mała impreza. Kokieteria- czysty idiotyzm, ale co tam, spróbuję. Opięta bluzeczka, koronkowa, eksponująca moje zalety, podkreślająca kształtny biust, jak najbardziej elegancka, czarna, bo czuję się kobietą i żadnym obrzydliwym różem obkładać się nie będę, ponadto od tej czerni coś uwolnić się nie mogę. Szpileczki, opięte legginsy, miniówa. Idziemy się bawić. Lekki peszek- alkoholu zero. Ale nie ma tego złego…

Już jeden zagaduje, już drugi… Kocie ruchy, tu oczko puszczę, tu uśmiechnę się tajemniczo, tu rzucę jakąś metaforą… Haczyk rybka łapie. O numer prosi. O nie, nie, nie tak łatwo ze mną. Już snuje plany, już mnie widzi w swojej przyszłości, już będę śliczną mamusią dla jego ślicznych dzieci (a ten tekst to sobie chyba taśmowo upodobaliście). Delikatny kontakt fizyczny, ale w ramach dobrego smaku (wara k#$%a od moich pośladków i piersi, bo w zęby przypieprzę!- ale delikatnie się odsuwam, łapię jego rękę w powietrzu, by nie dotarła tam, gdzie moja dłoń automatycznie wyląduje na jego zębach). Cały czas trzeźwa, to i zabawa, wbrew opinii, lepsza. A lubisz to? A lubisz tamto? I nagle zasypuje mnie pytaniami, chce poznać moją osobę. Wszystko od razu chciałbyś o mnie wiedzieć…, pół żartem rzucam w eter…

Temat uciech cielesnych pojawia się mniej więcej w połowie rozmowy. Kilka żartów i umiejętnie przekierowuję uwagę na inny temat. Ponieważ to eksperyment, wymieniamy się numerami. Jeszcze tego samego wieczoru zostaję zasypana SMSami. Wiem, wiem, kobiety uwielbiają takową adorację- mnie szlag jasny trafia, jak mam smsy pisać (acz wisieć godzinami na telefonie potrafię).

Spotykamy się. Nie daję się tknąć, o nie. Randka opiera się tylko i wyłącznie na konwersacji.

Efekt? Muszę się jakoś pozbyć czterech upierdliwych adoratorów, którzy nagle uświadomili sobie, że coś sobą reprezentuję. Sorry, panowie, ja tu robię teraz wyjście smoka z czarnej d…, jamy, znaczy się i szykuję się na budownictwo, bo tego kierunku sobie nie odpuszczę, nie mam zamiaru być kolejnym architektem określanym przez konstruktorów mianem pojebany. Także teraz jestem na etapie realizowania swoich planów, celów i marzeń. I nie pozwolę, żeby mi ktoś w tym przeszkodził…

%d blogerów lubi to: