Żywioł ich w formie tlenku wodoru, kształt opływowy współgra z siłą wyporu. I choć móżdżek mniejszy niż napowietrznych ich braci, uroku i namiastka inteligencji nie traci- i tu rybka! A i co tam, hipopotam-  w swym myśleniu, na mentalnym niedopowiedzeniu. Tu śródmóżdża i móżdżka dominacja- polowanie, jedzenie i prokreacja. W usta swe wydatne trochę wody zatknie i przez skrzela tlen filtruje- dzieciom i rybom zdania wszak konstytucyjnie brakuje…

Może być ze złota. Ale to raczej tombak na łuskach. I coś ma z osobowości tego puchatego i miauczącego, co na nią poluje w zaciszu domowego akwarium.  Z tą różnicą, że życzeń Twych do zatoki swej żylnej z przedsionkiem i komorą o zredukowanym stożku tętniczym, raczej sobie nie weźmie, bardziej wszak zajęta będzie zwiększaniem parcia swego osmotycznego i brudzenia szybek swojego półprywatnego azylu. Ten pierwszy, jak głodny bądź znudzony, przynajmniej udaje, że słucha…

Rybka, jak każde żywe stworzenie, czasem się obrazi, czasem coś może ją urazić. I stanie taka okoniem, trochę się naburmuszy, pomacha płetwą i więcej się nie ruszy. Trzeba się przeciwstawiać płotkom i innym podlotkom, tudzież durnym plotkom przepływającym i lekko muskającym jej opływowe ciało. Czasem by się tak wbrew nurtowi rzeki zatrzymać chciało…

Bywa, iż wśród ławicy małych, kostnoszkieletowych jakiś rekin zapoluje. Taaaaka gruba ryba, co połyka wszystko, co podpłynie jej pod żuchwę, tak od spodu usytuowaną, żeby hierarchia była zachowana. I chociaż wzrok wnet sokoli, nie ma boli- co podpłynie, to i zginie. Niekoniecznie z głodu, niekoniecznie z niższych partii piramidy potrzeb- czasem wyższe to pobudki, jak sport czy inny bzik. Porusza się tylko do przodu, jak na rekina przystało, nie ogląda się za siebie, nie skacze na boki.  Gruba ryba jest odporna, pancerz z łusek plakoidalnych niczym zbroja na średniowiecznym rycerzu lśni na jego wielkim ciele. Acz głupie cielę z niego nie jest- już w życiu prenatalnym pokonać inne rekinki musiał, by zjawić się w głębiach oceanu, w wodzie, jak na rybkę przystało. Rekin nigdy się nie zatrzymuje- zawsze brnie w kierunku wyznaczonym przez jego paszczę, by nie sięgnąć dna- Matka Natura niefortunnie zapomniała o wyposażeniu grubej ryby w pęcherz pławny, skazując ją na dożywotnią nadpobudliwość psychoruchową.  Gruba ryba kusi swymi atutami, smacznym mięskiem, zdrowym tranem- w końcu morza panem. Gorzej, jeśli rybak wprawiony- oto rekin załatwiony…

Żeby przetrwać ciężki, zimowy okres, rybka spać nie pójdzie. O nie, zniży swój poziom, prawie że do dna, tam najcieplejsza woda. I choć lód spowijać będzie taflę zbiornika, na dno zimno nie przenika, tam zawsze Celsjusz łaskawszy i cztery stopnie utrzymuje. Impreza na slumsach jeziora- rybka do tego skora.

Na zachętę mały pełzaczek, taki na haczyk robaczek. Manipulacja piramidą potrzeb. Trochę jak w Auschwitz, tylko praca w początkowym stadium bierna. Spławik w dół i przygoda się zaczyna- palnie wędkarz rybką, brzuch jej rozcina, patroszy, zeskrobuje łuski. I kolacja gotowa.

I zdrowa rybka na talerzu. Alfa i omega. Omega, to aż trzy, a w niej samej omegi dwie, o skrótach tajemniczych niczym ADHD, acz szkód nie wyrządzi, w przeciwieństwie do nadpobudliwości psychoruchowej, wręcz uspokoi i ukoi, gdyż mile przysadkę mózgową pieści i więcej serotoniny się w niej zmieści. Witaminy i minerały, nerwy ze stali, kości ze skały. I metabolizm szybszy, że z owych kości na ości degradować swe kształty można…