Duży mały Sobota, Sier 27 2011 

Mały wciśnie się wszędzie. Małe jest sprytne i urocze. Ale żeby zostało zauważone, mu być ogólnie słyszalne, a więc (rozpaczliwie) krzykliwe.

Małe będzie próbowało wiele razy, skakało jak pchła na ssaczym futrze. I albo doskoczy, albo zmęczone sobie daruje. Małe musi podstawić sobie ciężki taboret, by do żarówki sięgnęło. Albo wejść dużemu na głowę i na karku siedzieć (stąd też większość kobiet niższych jest od mężczyzn).

Małe jest urocze: z założenia kruche, wyzwalające instynkt opiekuńczy. Jednocześnie jego powaga i ogólna aparycja jest proporcjonalna do wzrostu. Tak samo jak i szacunek, nawet jeśli pozorny.

Dużemu jest łatwiej dosięgnąć. Duży palnie raz, a porządnie. Zrobi trzy kroki, by przegonić pędzące małe, to przebierające nóżkami, uparcie do przodu. Duży może sobie pozwolić na spowolnione zachowania motoryczne, gdzie mały, dla równowagi, siódme i kolejne poty z siebie będzie ścierał na bieżąco.

Wielkość to siła. I Freud zdawał się na temat ten wypowiadać, w kontekście płci męskiej. Wielkość dla samców niewiarygodnie wielkie ma znaczenie. I choć liść klonu odszedł dawno już do lamusa, to jednak męska natura porównania między osobnikami wymusza.

Mężczyzna, z racji swej, przynajmniej teoretycznej, większej tężyzny fizycznej, winien być opiekunem kobiety. Tak nas ta baba wredna, Natura Matka, zaprogramowała. I winien samiczkę podsadzać, by ta nadmiernie skakać nie musiała i nadwyrężać mięśni swych. Czasem powinien także wziąć ją na barana i za osła robić, jak za mocno zacznie kopytkami wierzgać. Bo związek to sztuka kompromisu. Jak to Einstein mówił, że z żoną swą ustalił już w dniu ślubu podział w decyzjach: ona podejmowała te mniejsze, on zaś większymi zajmować się miał. Jednakże każda większa decyzja wymaga podjęcia szeregu mniejszych i Albertowi nie dane było dojść do słowa… Ale to taki mankament tych nas, mniejszych 😉

Być kobietą… Wtorek, Czer 21 2011 

Być kobiecą- poradnik dla przedstawicielek płci żeńskiej, których kobiecość mimo przedstawienia wizualnego, zostanie podważona.

  1. Zmieniaj zdanie co chwilę– kobieta nie może być konsekwentna. Nie może podjąć decyzji raz i trzymać się jej kurczowo niczym tynk dobrej jakości ściany. Ba! W zasadzie to kobieta nie powinna w ogóle podejmować jakichkolwiek decyzji- od tego jest mężczyzna. Kobieta nie może mieć swojego zdania.
  2. Nigdy nie mów, o co ci chodzi– a już nigdy, ale to przenigdy nie nazywaj swoich uczuć. Nie mów, że jesteś rozczarowana, odwróć się do samca o sto osiemdziesiąt stopni, zadrzyj głowę, żeby twe nozdrza skierowane były ku sklepieniu niebieskiemu. Mężczyzna musi się domyślać, przeto całe życie był wychowywany w duchu ezoteryki, wróżbiarstwo i jasnowidzenie winien mieć opanowane do perfekcji. Pamiętaj, on musi się domyślać.
  3. Wypytuj o jego byłe– a przy każdej odpowiedzi płacz i rób awantury. Pamiętaj, jego przeszłe związki są priorytetem, a ty powinnaś na każdym kroku porównywać się z jego była partnerką i oczekiwać zapewnień, że jesteś lepsza pod każdym względem od tamtej spasionej lafiryndy z cyckami wielkości wysuszonych rodzynek. Jeśli partner przejawi jakikolwiek objaw znudzenia/zniecierpliwienia/zniechęcenia, płacz, wrzesz i piszcz.
  4. Piszcz ile sił w płucach w celu okazania zachwytu– pamiętaj, im więcej decybeli, tym lepiej. Szybciej do niego dotrze twoja radość. Nigdy nie komunikuj werbalnie, że bardzo się cieszysz, że jesteś w stanie euforii (patrz punkt 2). Im głośiej, im cieniej, tym lepiej. Pisk winien przypominać tonacyjnie rozdeptywaną mysz, tylko- rzecz jesna- musi być głośniejszy. Ot, tak, by słyszalny był w promieniu jakichś pięciu kilometrów.
  5. Wyręczaj się– w każdej możliwej czynności. Pamiętaj, to działa na ich męskie ego. Kobieta nie powinna wpychać paznokci w gniazdko elektryczne- chyba nie chcesz połamać swojej naturalnej/plastikowej (przepraszam- akrylowej/ żelowej/ szklanej) powłoki ochronnej opuszka palca? Nie masz prawa rozróżniać klucza francuskiego od śrubokrętu, wbij to sobie do głowy. Nigdy samodzielnie nie parkuj kopertą, to takie niekobiece. Pamiętaj, jesteś słabą istotką, która nie ma prawa być samodzielna.
  6. Kupuj, kupuj i jeszcze raz kupuj!– bowiem czasownik ten doskonale określa kobiecość! I nie, nie w Castoramie, nie w Empiku. Pamiętaj, tylko Channel, Dior, D&G i tym podobne. Boże broń w sklepach innych, aniżeli Zara, H&M, Sephora i tym podobnych. Ach, i jeszcze jedno- płacisz kartą faceta, nigdy swoją. Pamiętaj, jesteś od niego całkowicie uzależniona.
  7. Musisz mieć pasję- ale niech do głowy ci nie przyjdzie, by to było malowanie, wyścigi, czy też – Boże broń- majsterkowanie. To może być malowanie paznokci, najlepiej, żeby ograniczało się do siedzenia u kosmetyczki- tak ładnie ta czynność wygląda, wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy- ale nie przez ciebie, przez twojego partnera, kawka z sąsiadką (ale rozmawiacie tylko o pogodzie i o dzieciach).
  8. Zrozum swoją misję– kobieta przyszła na świat, by wydawać dzieci i gotować obiadki mężowi. Nie istnieje coś takiego jak podział obowiązków. I pamiętaj- poród to nic w porównaniu do kataru mężczyzny. On umiera, musisz nosek mu podetrzeć. Przez jego przyrodzenie nigdy nie przejdzie mały człowiek, on naprawdę nie musi zdawać sobie sprawy z takich błahostek.
  9. Histeryzuj– to takie kobiece. No i raz w miesiącu masz do tego naprawdę pełne prawo- możesz sobie powyzywać, powrzeszczeć, nic nie robić. Taki wielki dar od Matki Natury. Możesz przez te parę dni powykańczać wszystkich dookoła, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
  10. W łóżku leż jak kłoda– tak, by było po bożemu. Pamiętaj, kobieta to źródło grzechu, a jej ciało to dzieło szatana. Żeby ci do główki nie przyszło, niczym karaluch do akademika, byś lubiła seks. To dobre dla prostytutek, nie dla ciebie- kobiety z dobrego domu.

Hokus pokus i inne (roz)czarowania Wtorek, Czer 14 2011 

Hokus- pokus. A pokusa duża, jej z reguły poza wyjątkami oprzeć się nie tak znowu łatwo. Oczaruje, zaczaruje, w końcu rozczaruje. Z serii portrety psychologiczno- pamięciowe samców.

Samiec odbiera świat przede wszystkim za pomocą zmysłu wzroku. Byleby kolorowo, byleby pstrokato, często sztucznie i tandetnie- w końcu sztuka nowoczesna, w średniowiecze nie cofajmy się. A że sztuka na pograniczu często kiczu, męski smak nierzadko tę granicę, subtelna poniekąd, nie w stanie jest wyczuć.

Samica to poezja. I niekoniecznie chodzi o to, że nigdy nie wiadomo, o co jej chodzi. Nie, ona doskonale wie, czego oczekuje. Sęk w tym, że naiwna to z natury matki istota. Ona też patrzy, ale przede wszystkim słucha (acz wiadomo, że zdolności jej werbalne, znacznie przedstawicieli płci przeciwnej jej gatunku przewyższają). Prędzej czy później wierzy w słodkie niczym lukier, asymetrycznie z babki wielkanocnej spływający, słowa. Prędzej czy później wierzy w dojrzałość, którą werbalizm samca zdaje się być wzbogacony. I wierzy, że jego poglądy zgodne są z jego postępowaniem. Niestety.

Kobieta, chociaż częstokroć generalizuje, na każdego stara się spoglądać w innym kontekście. Przynajmniej, do pewnego czasu. Każdy jeden wydaje jej się inny. Przynajmniej z początku. Każdy jeden inaczej zauroczyć potrafi. Przynajmniej z początku. A po tym początku, o ile w rozwinięciu często też pozwala się oczarować, to na końcu zawsze, niefortunnie, wychodzi wspólny mianownik na zakończenie. Nawet jeśli z góry założyła, iż mężczyzna dzieckiem pozostanie do dni ostatnich egzystencji swej zacnej, to jednak pod kreską ułamkową zawsze się rozczarowanie w jednym z wyrazów działania znajdzie. Prędzej czy później i tak się okaże, że samcze stworzenie, które niegdyś tak działało na jej kobiecość, przejawia zachowania, na które zwykło narzekać, przypisując je byłej swej partnerce.

Powiadają, iż to samice wiele gadają. Powiadają, iż to samice eliptycznie okrążają temat. To bowiem samiec z natury głową i spodniami. To właśnie samiec silić się winien na konkrety. Niestety. Samcze konkrety i przejrzyste wizje, niczym schizofrenika, jak wyżej wymienionego są rzeczywiste. Owszem, istnieją. Owszem, zachwycają swym pięknem i nierealnością. A przychodzi co do czego, wizje i wyobrażenia pozostają nietknięte, realizmem nie splamione i bezpiecznie schowane w samczej głowie. I pamięci samicy, bo te jakże są pamiętliwe, przeto.

Samiec potrafi być nieprzewidywalny. Szkoda, że jest to przejściowe. Coś nowego, coś fascynującego i nagle znajduje się w wielkim worku z etykietką „wszyscy”.

Gryryryry…

Nadwyżki Sobota, Lu 26 2011 

Nadprodukcja prowadzi do obniżki cenowej. Towar luksusowy staje się łatwo dostępny, poprzez co jego wartość spada…

Tekst inspirowany obserwacją KILKU osobników.

Jak to, nie cieszysz się? Największe ciasteczko powiedziało, że jesteś piękna! No nie, jakoś się nie cieszę. Owszem, śmieję się, ale to nie jest zacieszanie się, wyrażanie euforii w jakiejkolwiek formie. Bo ileż wart jest komplement z ust samca, który podobne prawi na każdym kroku (znaczy się, profilu fejsbukowym), na prawo, lewo i w kierunkach pośrednich, pod zdjęciami laski na muszli klozetowej rozłożonej? No ile? Jest bezwartościowy. I żeby było śmieszniej i radośniej, osobnik takowy równie wartościowy jak i jego słowa staje się w oczach myślących przedstawicielek płci ładniejszej. Nawet te, jeszcze zaślepione, w pewnym momencie oczka otworzą i zaczną ten przypadkowy wypadek ewolucyjny ignorować. Niech se pogada, niech się poślini, niech sobie klątwy jakieś wini za swe niepowodzenia. Bo cóż innego może mieć do powiedzenia?

Cięta riposta ze strony kobiety odbierana jest jako zachęta. Łyknięta przynęta, można laskę rwać jak rzodkiew z pola. Ale ta rzodkiew coś korzenie zapuściła, a i na deszczyk się nie zanosi, sama się aż prosi, by tego nie tykać. Liście pokrzywy, to wyraz jej prawdziwy w obliczu tego stwora, ale nie, on lepiej wie. Cierpi i cierpnie z powodu wygórowanej, jak i wyimaginowanej samooceny. A nie daj wyższa siło, jakaś go pogoni, bądź też spowalniacze na jego drodze zamontuje! Już osobnik w swym ferrari się buntuje. Że niby jak to? Jego spowalniać, JEGO?! No to pokaże jakiejś, ile to jest wart. Pójdzie na taki szczeciński Plac Rodła (dla osób spoza Pomorza- tu znajduje się Galaxy, nasza słynna galeria handlowa), wyrwie coś kobieco- podobne i pochwali się na facebooku. To coś, oczywiście kopnie w odwłoczek i zaraz wrzuci fotki z innym upolowanym samcem, ale nie o te klocki się gra.

Ależ, Misiek, ja Cię kocham! Każde drobne i grubsze przewinienie, niczym bobas pampersem przewijane wyznaniami o jakże gorącym (uff… dmuchać aż trzeba, choć powłoka zimna) uczuciu. Aż w końcu przestaje się wierzyć w dwa, możliwie najbardziej romantyczne słowa istniejące w słowniku. Podbił oko? Wybaczyć trzeba, przecież kocha! Tak mówi…. Wbiła szpilkę w odbyt? Ale kocha, przecież! A w podświadomość spaczone pojęcie miłości wbite niczym gwóźdź w krzyż programu funkcjonalnego szkieletu…

Puste komplementy to jak wyrób czekoladopodobny. Słodkie, tuczące kobiecą próżność, ale czekoladą to to nie będzie nigdy…

Samica Sobota, Lu 26 2011 

Nie będzie o kobietach. Będzie  o samicach. Współczesnych samicach, jakich wiele w dzisiejszym społeczeństwie, występujących, o zgrozo, na skalę globalną w krajach bardziej cywilizowanych. O samicach, które ma ochotę się rozerwać na strzępy.

Współczesna samica w młodości wykazuje niezwykłą gościnność. W kroku przede wszystkim. Syndrom gość w dom nasila się w wieku dojrzewania, potem przeżywa swój renesans w okresie pulsujących jajników, tzw. upalny czas trzydziestki.

Samica wie, czego chce. Chce upolować samca. Kusi obietnicą roli domowej kury znoszącej złote jaja. Samiec, wiedziony opierzoną aparycją samicy wywala język i dumnie przechadza się przed samicą. Jest czym pochwalić się przed innymi kogutami. Niestety, upolowany, ląduje jako potrawka na obiad. Seksowna kurka spod prysznica z biegiem czasu staje się zmokłą kurą, która zamiast krzątać się i dbać o swego samca, woli siedzieć na grzędzie i gdakać. Samiec skacze w bok spod pazura, jak zmoczy swój ptasi odwłok, lecą pióra.

Samica lubi być adorowana. Uwielbia, gdy samiec bierze ją pod swe orle skrzydła i frunie na drugi koniec świata, obdarzając przy tym wszelkimi błyskotkami, które te sroka podczas tego lotu zauważy.

Samica, niczym Jing i Jang, dwie twarze ma. Pierwsza, podziwiaj i patrz, jakże słodka, delikatna i urocza jestem. Oj, samiec wiedziony tak słodką i uśmiechniętą, sensualną buźką przełącza swoje myślenie z szarych komórek na plemniki. Gdy wszelkie procesy umysłowe schodzą poniżej pasa, samica transformuje się z uroczej żabki w ohydną ropuchę, plującą jadem w świata strony i pośrednie. A samiec dalej wierzy w wyimaginowane brednie.

Samiec to zabawka. Tak, tak, panowie. To nie wy się lalkami bawicie, to lalki bawią się w waszych resorakach. A gdy zabawka się znudzi, kopniak w część ciała służącą do siedzenia i do sklepu po nową zabawkę. A zabawki same chętnie w dłonie z tipsami się oddają… A zużyta zabawka? Cóż, jeśli wrażliwsza, to będzie się obwiniać, płakać i ubolewać… Ale za lalkami się nie płacze- to jak dzieciństwo, mija bezpowrotnie, trzeba wydorośleć.

Napisane przez: zgryźliwa, uroczo złośliwa, pośrednio boleśnie bezpośrednia indywidualistka i artystka, nie potrzebująca apokalipsy, żeby powiedzieć prosto z mostu, że jej na kimś zależy; żeby zrobić coś kompletnie głupiego i irracjonalnego 😛 Jak nie teraz, to kiedy??? Życie ucieka, nie będzie mi przez palce przeciekać 😛

.

PS: Nie mam czasu i ochoty na jakieś posrane gierki ;]

 

Niemoralny eksperyment Piątek, Lu 11 2011 

W celu bliższego zrozumienia relacji damsko-męskich, jak i męskiej, a także kobiecej natury, przeprowadziłam ostatnio kontrowersyjny etycznie eksperyment. Przy okazji sprawdziłam sama siebie, czy aby na pewno moja naiwność odeszła w buraki…

Panowie, jak wy uwielbiacie obiecywać, słodzić, obdarzać nas komplementami… Zwłaszcza, gdy nas nie znacie. A jak, zdawałoby się, znacie na wylot, stawiacie wszystko na jedną kartę i wydaje się wam, że wszystko wam z nami wolno.

Mała impreza. Kokieteria- czysty idiotyzm, ale co tam, spróbuję. Opięta bluzeczka, koronkowa, eksponująca moje zalety, podkreślająca kształtny biust, jak najbardziej elegancka, czarna, bo czuję się kobietą i żadnym obrzydliwym różem obkładać się nie będę, ponadto od tej czerni coś uwolnić się nie mogę. Szpileczki, opięte legginsy, miniówa. Idziemy się bawić. Lekki peszek- alkoholu zero. Ale nie ma tego złego…

Już jeden zagaduje, już drugi… Kocie ruchy, tu oczko puszczę, tu uśmiechnę się tajemniczo, tu rzucę jakąś metaforą… Haczyk rybka łapie. O numer prosi. O nie, nie, nie tak łatwo ze mną. Już snuje plany, już mnie widzi w swojej przyszłości, już będę śliczną mamusią dla jego ślicznych dzieci (a ten tekst to sobie chyba taśmowo upodobaliście). Delikatny kontakt fizyczny, ale w ramach dobrego smaku (wara k#$%a od moich pośladków i piersi, bo w zęby przypieprzę!- ale delikatnie się odsuwam, łapię jego rękę w powietrzu, by nie dotarła tam, gdzie moja dłoń automatycznie wyląduje na jego zębach). Cały czas trzeźwa, to i zabawa, wbrew opinii, lepsza. A lubisz to? A lubisz tamto? I nagle zasypuje mnie pytaniami, chce poznać moją osobę. Wszystko od razu chciałbyś o mnie wiedzieć…, pół żartem rzucam w eter…

Temat uciech cielesnych pojawia się mniej więcej w połowie rozmowy. Kilka żartów i umiejętnie przekierowuję uwagę na inny temat. Ponieważ to eksperyment, wymieniamy się numerami. Jeszcze tego samego wieczoru zostaję zasypana SMSami. Wiem, wiem, kobiety uwielbiają takową adorację- mnie szlag jasny trafia, jak mam smsy pisać (acz wisieć godzinami na telefonie potrafię).

Spotykamy się. Nie daję się tknąć, o nie. Randka opiera się tylko i wyłącznie na konwersacji.

Efekt? Muszę się jakoś pozbyć czterech upierdliwych adoratorów, którzy nagle uświadomili sobie, że coś sobą reprezentuję. Sorry, panowie, ja tu robię teraz wyjście smoka z czarnej d…, jamy, znaczy się i szykuję się na budownictwo, bo tego kierunku sobie nie odpuszczę, nie mam zamiaru być kolejnym architektem określanym przez konstruktorów mianem pojebany. Także teraz jestem na etapie realizowania swoich planów, celów i marzeń. I nie pozwolę, żeby mi ktoś w tym przeszkodził…

Ach, ci mężczyźni… Niedziela, Lu 6 2011 

Codziennie spotykam facetów idealnych. Mają takie same zainteresowania jak ja, szanują mnie i starają się za wszelką cenę zwrócić uwagę. A potem jestem wredną zołzą, bo…

Nagła fascynacja Australią. Bo tam żyją te skoczne ssacze torbacze, kangury. A wiesz, że w Australii są nawet znaki drogowe  „uwaga na kangury”? No i wielka konsternacja. Zaczynam sypać ciekawostkami na temat tego niesamowitego kontynentu i zapala mi się w głowie czerwone światełko. Ok., ja rozumiem, że ktoś, kto nawet się Australią fascynuje, nie musi znać tamtejszego prawa, ale żeby nie wiedzieć, jaki obiekt Jørna Utzona znajduje się w tym kraju?

Romantyk. Wielki znawca poezji i literatury. Acz gdy stwierdzam, że Księga Hioba winna zwać się Księgą Joba, poprzez przedstawiony tam obraz kobiety, utożsamionej z dziełem szatana, wielkie oczy. Księga czego? Nie chcę urazić oczywiście żadnych uczuć religijnych, no ale zdanie mam, jakie mam…

I sportowiec wielki. Kocha pływać i biegać. A gdy pytam, kiedy ostatnio przebierał nóżkami… Hm, nie pamięta. Bo ja wczoraj… 😀

I tworzyć lubi, rysować i tak dalej. Ja nie wątpię w niczyj talent. A kiedy ostatnio coś z własnej, nieprzymuszonej woli nabazgrałeś? Kropki trzy…

Chociaż zatwardziały ateista, nagle w reinkarnację wierzy i zna pojęcie karma (jego znaczenie niekoniecznie już, poza tym, że to w misce jego psa…). Musieliśmy się w poprzednim życiu spotkać. Ta, chyba żebym wygarnęła w tym, co myślę…

Kociarz, o tak. Nagle każdy kotki kocha. Szkoda tylko, że nie wie, jak wygląda Europejski Kot Krótkowłosy (to te nasze kociaki, co po dachach skaczą…).

Jeszcze żaden mi tylko nie próbował wciskać, że się fizyką kwantową pasjonuje 😀 Bo jakoś nie mogę nikogo do dyskusji na ten temat znaleźć… 😉

No i po kilku zakwestionowaniach wypowiedzi zainteresowanego spotykam się z jakąś bezpodstawną agresją… Po cholerę udaje?

Facet idealny Poniedziałek, Gru 6 2010 

Facet idealny

O gustach się nie dyskutuje. Podobno. Na pewno nie dyskutuje się o tym, co widać. Ale wnętrze jest ciekawym tematem…

Każdy mężczyzna był kiedyś… kobietą. Do 6-7 tygodnia od poczęcia, płód jest płci żeńskiej, dopiero po tym czasie, jeżeli ma być chłopiec, mały mózg atakuje duża dawka testosteronu. Mózg męski nieco inaczej pracuje, aniżeli kobiecy. Inna jest synchronizacja półkul (ku mojej uciesze i reszty przedstawicielek płci pięknej, u kobiet jest sprawniejsza, jest to udowodnione naukowo :D). Różnice są tak naprawdę niewielkie, ale świadomość globalna, stereotypy i inne bzdurne czynniki zewnętrzne narzucają mężczyźnie pewne zachowania. Siła, zrównoważenie, obrona swego stada (przede wszystkim ochrona swojego narządu alfa- wiem, wiem, to trochę feministyczne i seksistowskie), kamienna twarz, zamiast empatii- agresja… Wszelkie kobiece zachowania, nawyki czy czynności w wykonaniu samca spychają go na półeczkę metroseksualizmu, bądź nawet homoseksualizmu. Tymczasem ideał mężczyzny w oczach kobiety tak naprawdę jawi się nieco inaczej, aniżeli panowie go postrzegają.

Owszem, mężczyzna powinien być silny. Na tyle, żeby partnerka mogła się na nim oprzeć i mieć pewność, że jego psychika jest na tyle nośna, iż przeniesie jej obciążenia psychiczne. Ma być taką podporą, czasem nieprzesuwną, żeby miała poczucie bezpieczeństwa, że nie usunie swojej głowy z drogi w piasek, jak ten ptak, co największe jaja znosi, a czasem przesuwną- żeby przesunął jej wątpliwości i smutki.

Nie ma być piętą Achillesa czy innego mitycznego bohatera. Ma być bohaterem, który istnieje i wyraża nieco empatii. Czułość mile widziana. Pożądana wręcz. Nieprawda, że facet, który wykazuje jakieś romantyczne impulsy jest jakąś krewną. Nie. To jest w cenie. Wysokiej cenie. Taki facet jest drogi i bliski… I na dłuższą drogę w podróż z nim.

W tej podróży istotna jest komunikacja. Nie- i werbalna. Zrozumienie- tak trudno jest dzisiaj je znaleźć. Samiec winien wykazywać jakiś poziom inteligencji i poczucia humoru. Sam kontakt fizyczny jest niewystarczający. Ale i na odwrót- sam werbalny nie zwiastuje silniejszej relacji.

Nas, kobiety, tak natura skonstruowała, że raz na ten miesiąc estrogeny walą z siłą boksera po różnych partiach kory mózgowej. Jesteśmy nieco przewrażliwione, rozdrażnione i zdarza nam się popłakać bez większego powodu. Trochę zrozumienia, panowie. Wami częstokroć rządzą niższe pobudki (tak poniżej pasa), pozwólcie i nam trochę poszaleć. Wystarczy taką zagubioną istotkę przytulić i po sprawie. Nawet, jak się będzie miotać i próbować was boksować, to w pewnym momencie odpuści i będzie baaaardzo wdzięczna.

Nie jesteśmy także zabawkami- lubimy, gdy traktuje się nas poważnie. Tak, w dobie wyrachowania też są jeszcze wrażliwe kobiety- i bardzo łatwo NAS zranić. Kobieta jest wrażliwa z natury. Nie jest plastikową lalką. Czuje. Bez względu na to, czy mówi prosto w twarz, co myśli, czy stosuje metodę na domyśl się (grrrr, nie znoszę tego), uszanujcie to. Szacunek na pierwszym miejscu. Jeśli widzicie, że kobiecie na was zależy- nie wykorzystujcie tego- bo jeśli się nie zemści, to przynajmniej przeklnie. I pomimo, iż XXI wiek nie jest czasem zabobonów, to jednak lepiej czegoś takiego unikać. Weźcie również pod uwagę, że ta przebojowa, wiecznie uśmiechnięta, twarda dziewczyna, idąca śmiało do przodu, może być niezwykle krucha w środku, mieć swoją przeszłość, bolesną. I każdy wasz ruch w tej grze może aktywować niemiłe wspomnienia. Może doprowadzić do zniszczenia życia i resztek wiary w ludzi. Zastanówcie się dziesięć razy, zanim komuś namieszacie w głowie…

Monotyp feministyczny Niedziela, List 28 2010 

Stereotyp. Bo stereo. Z kilku stron. Bo typ. Konkretny, określony. I bądź tu mądrym monotypem…

Facet- twardy jak przegotowane jajko. Niewzruszony, a nawet, jak ktoś zbije skorupkę, to boziu broń się rozlać, bo zaraz wydmuszką zwać go będą przez lata długie. Pusta powłoczka z dziurką, bo mężczyzna to nie człowiek przecież, ludzkich uczuć okazać nie może. Zaraz z małżem, ślimakiem czy też innym mięczakiem zostanie zidentyfikowany. Albo do pierwotniaków się zakwalifikuje, jako słodki pantofelek lub inne amebopodobne.

Nie może też być pisanką i nadto barwnie wyglądać. Musi odbiegać od reszty samców z królestwa zwierząt. To nie paw, który wabi samice swoim barwnym, bujnym pióropuszem. Ani kogut z okazałym grzebieniem. I też nie jeleń z zachwycającym porożem.

Skorupka musi być dodatkowo zaimpregnowana. Siła, to jest to. Tylko przy tej mocnej impregnacji i braku wzruszenia tam w środku to trochę skisnąć może i zbuk gotowy. Albo zbok (zboczenie na punkcie imaginacji swojej męskości). Ale co tam- twarda, wyrzeźbiona skorupka przecież takie wrażenie robi…

Kobieta. Tu dopiero można się popastwić! Wydmuszka, z której wszystko wycieka. Niezdara, koniecznie we wzorki rodem z koszyczka wielkanocnego. Nieprzystosowana do samodzielnej egzystencji, kaleka życiowa. No i baran ścisły. Liczyć nie potrafi, zwłaszcza na siebie, toteż na męskie barki swe problemy zwalać winna. A mężczyzna, jako że twarde jajo, nie dopuszcza ich do siebie… I omlet gotowy…

Nie należy także zapominać o niezwykle ważnym odkryciu naukowców- żółtko w jajku żeńskim jest mniejszych rozmiarów od tego w tym męskim. Pożywka dla filozofów, jakże potrzebnych nam na tym świecie i kształconych w zadziwiających ilościach na Wyższych Szkołach Cyrkowych (szkoda, że na politechniki nie ma tylu chętnych). Żeby rozprawiać się na temat różnic damsko- męskich. Żeby dorabiać tyły i dodatkowe, do niczego niepotrzebne kończyny do istniejących teorii i archetypów.

Mężczyzna winien być prosty. Prosto myślący, praktyczny. Kobieta- istota skomplikowana, nigdy nie mówiąca wprost. Jeśli te cechy ulegną zamianie, to automatycznie społeczeństwo przypisuje takiemu osobnikowi odmienną orientację seksualną od większości populacji.

Ruch feministyczny- z jednej strony ma swoją rację bytu. Kobiety mają swoje prawa. Ale tak naprawdę dzisiaj nie trzeba tego manifestować- wystarczy robić swoje, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Jasne, że w grupie zawsze łatwiej i przyjemniej, ale silna osobowość i bez tego się wybije.

Psycholodzy zbijają fortuny na publikacjach o postępowaniu z płcią przeciwną. Utwierdzają w błędnych stereotypach.  Żerują na ludzkiej naiwności.

Jesteśmy z tej samej gliny. Tylko na jakimś etapie ewolucyjnym przeszliśmy konkretne pranie mózgu. Facet ma prawo lubić gotować, chodzić na zakupy, dobrze wyglądać. Kobieta ma prawo pracować na budowie, naprawiać gniazdka elektryczne i jeździć samochodem. Ma też prawo ocierać łzy mężczyźnie- bo to nie jest oznaką słabości. Przeciwnie- siły, że potrafi przyznać się, że jest tylko człowiekiem…

 

Sztuka maskowania Czwartek, Kwi 30 2009 

Przedstawiciele różnych gatunków doskonale opanowały umiejętność maskowania się. Jedne mniej, drugie bardziej, inne metody stosują samice, inne samce…

Samiec pawia czaruje swym pokaźnym, wielobarwnym ogonem. Tym samym wabi samice w celu zachowania swojego gatunku. Kameleon wtapia się w otocznie, staje się obserwatorem.

W odróżnieniu od gatunku ludzkiego, pośród ptaków na ogół najbardziej pstrokate są samce. Samiczki upierzone są na jedno kopyto, takie szare, zwykłe… jak pospolite kury domowe. Samce dysponują pokaźną paletą kolorów. Silnie rozwinięte struny głosowe są dodatkowym ich atutem, niezwykle działających na ich ptasią próżność. Ale w końcu oddziaływanie to dotyka ptasiego móżdżka, a wobec jego niewielkiego rozmiaru, nie można mieć do tych zwierzątek jakichkolwiek pretensji. Inaczej sprawa wygląda z niektórymi gatunkami papug, gwarkami, krukami i im podobnymi, które wykazują już pewien iloraz inteligencji. Gwarki, kruki- niepozorne, czarne, niewyróżniające się z tłumu…

W gatunku ludzkim prym w maskowaniu wiodą samice. Najpopularniejszą metodą maskowania jest makijaż. Makijażem można podkreślić zalety, zamaskować wady. Oczy są zwierciadłem duszy. Od delikwentki zależy, czy zechce pozostać niezauważona, czy delikatnie podkreśli swoje wnętrze, czy też je zamaskuje. Zarówno pierwszy, jak i ostatni przypadek niesie za sobą pewne ryzyko. Ten ostatni, całkowita charakteryzacja, może sprawić, że przedstawiciele jej gatunku, a w szczególności samce, nie pokwapią się o głębsze spojrzenie, będą karmić swoje ego opakowaniem. Podobnie będzie z ustami- to z nich wydobywają się słowa. Subtelne podkreślenie dodaje uroku. Koloryzacja może okazać się metaforycznym dodawaniem barw opowieściom, które z tych ust płyną.

Można pokusić się o stwierdzenie, że gatunek ludzki jest analogiczny do ptasiego, tyle że odwrotnie proporcjonalny, jeśli chodzi o kwestie płci. Czy jednak aby na pewno? Samce człowieka na ogół stronią od „tapety”. Samice podkreślają, że barwią się dla własnego samopoczucia. Ale wiadomo, że samopoczucie to będzie lepsze, jeśli zwróci się na siebie uwagę samca. A samiec prędzej spojrzy na to, co barwniejsze. Kto więc jest tutaj próżny?

%d blogerów lubi to: