Pszczółka Piątek, Maj 20 2011 

Byle kwiatek ładny. Byle pobzykać na nim można było. Byle zapylić i… odlecieć, bo w sąsiedztwie inny, atrakcyjny kwiatuszek…

Ot, żeby posadzić swój pasiasty odwłok między rozchylone płatki korony kwiatka. Żeby żądło wbić. A że na żądle tym pyłki z innego jeszcze kwiatka, a potem roznosi zarazki. Rozkoszuje się tym słodkim smakiem i zapachem, zaspokaja swe podstawowe potrzeby, pieści zmysły. Do czasu, gdy na horyzoncie inny kwiatek się nie pojawi.

Pszczółka, pracowita, więc mowa tu o trutniu. O tym melomanie, co uwrażliwia na piękno śpiewu ptaków, o tym estecie, który lubuje się w chwil luksusie. O tym, co zapyli kwiatka i poleci dalej w  świat, przeczesując kolejne okazy na łące, w poszukiwaniu przygód. Aż w końcu spocznie na pięknej, mięsożernej roślince. I po takim trutniu, żądło zmoczył śliną jej.

Truteń charakteryzuje się lekko(myślno)ścią, na myśl przywodzącą adekwatny, jakże delikatny, trzepot małych jego skrzydełek. Szarmancko wznosi się nad źdźbłami trawki, niczym pod jej wpływem, szuka najbarwniejszych kwiatów. Najbardziej kuszące te poddane mutacjom genetycznym w laboratoriach. Bardziej wabią atrakcyjnym wyglądem, kuszą słodkim zapachem. I tak, rozmachem, stado trutni leci jak mucha do obiektu odpowiadającego jej preferencjom zapachowym.

Wymachuje żądłem swym zgodnie z kierunkami stron świata, a także w strony pośrednie, aż w końcu zahaczy nim o coś grubszego i staje się bezbronnym, niewinnym i zahukanym owadem.

Zawistne to stworzenie, poniekąd. On kwiatuszka tykać może, inny już wara od niego. Bo się rozprawi- jak nie z innym, to z kwiatuszkiem. Takie znakowanie terytorium, takie ja tu byłem, pyłek przenosiłem. I byłby nawet ogrodnika pies, tylko nie te rozmiary i anatomia, marny substytut.

Truteń do długowiecznych nie należny. W wielu przypadkach występuje okres trutniowy, potem z niego się wyrasta. Truteń na ogół młodzieńca czar rozprzestrzenia wokół swej persony. Acz i weteranów spotkać można.

.

Kwiatuszek, co zacisnął płatki i zęby 😛

Na złodzieju czapka gore. Z czystej ciekawości, który z panów teraz się mnie przyczepi 😛

Banknocik Poniedziałek, Kwi 11 2011 

Cyferki i popiersie persony jakże zasłużonej dla ludzkości. I znak wodny nawet, wręcz jakby z edycji unikatowej, kolekcjonerskiej. Omami, zachwyci, już masz plany z nim związane… A tu numer seryjny jak cała reszta i banknocik przyjmuje funkcję, haniebną poniekąd, papieru do podcierania się po wyzbyciu zbędnych resztek pokarmowych z organizmu…

Szukasz inwestycji, za byle co się nie bierzesz. Najlepiej, żeby sprawiało to przyjemność, szło lekko, acz nie za łatwo, bo to już podejrzane na starcie. Żeby coś zyskać, trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, jak idzie za łatwo, przekręt murowany jak legendarne szczątki dziecka niewiernej księżnej między ściany zamku Czocha.

Najpierw dokładnie przeczytać umowę. Boska ręka niechaj broni, przed pominięciem wszelakich didaskaliów i drobnym maczkiem liter wysypanych w aneksach i zastrzeżeniach. Trzeba wiedzieć, o co stawka się rozchodzi.

Zakres? Może być ogólnikowy. Wręcz powinien. Bowiem odkrywanie na własną rękę jakże motywuje do podjęcia dalszych działań. Acz nie nadto ogólny, garść szczegółów jak najbardziej pożądana, tych priorytetowych, by w bagno nie inwestować i nie ryzykować zatonięcia fundamentów, pieczołowicie tak wylewanych, na piaskach ruchomych.

Inwestor musi wiedzieć, na czym stoi, łódź przycumować, choć prowizorycznie, bo jak fala go porwie i na wody wielkie wypłynie bez odpowiedniego ekwipunku, to klapa, trzask i nieczystości pod nią.

Inwestycja? Jedna na raz. Bo w efekcie ręka w prowizorycznym dziecięcym kibelku z plastiku. A w niej nie wiadomo co, bo i spłuczki nie ma.

Czas wypłaty. Cieszysz się jak dziecko, jak mała Agatka, która zajumała swojemu braciszkowi młotek, gdy półtora roku miała i palnęła mu nim w łeb (wyrósł mały babochłop, acz sukienki i styl kobiecy przede wszystkim preferujący).

Numer seryjny, ten sam wciąż, choć nominał inny, to i złudzeniu ulec można. A taki banknocik to tylko pod podwiązkę panienki jak jaszczurka zwinnie się poruszającej po rurze o średnicy odbytnicy słonia. Albo podetrzeć łezki jakiejś zrzędliwej płaczce, co wybucha bez względu na okoliczności i towarzystwo im w parze idące.

I niech mnie ręka boska chroni i broni przed jakimikolwiek banknocikami. A sio! Pierwszy i ostatni raz byłam miła sama z siebie dla samca. A kysz! A kysz! Pozdrowienia z okazji Dnia Frajera! (nie, ja nim nie jestem , to rodzaj męski. Ja zołza z krwi i kości, i przysięgam, więcej milutka nie będę!).

%d blogerów lubi to: