Gdy mówi kobieta Sobota, Lu 19 2011 

Ach, kobiety my, z Wenus poddanego silniejszemu działaniu promieni słonecznych przybyłe… Jakże trudno nas zrozumieć, a wystarczy słuchać umieć…

Gdy kobieta mówi nie, na myśli ma… nic innego, jak partykułę nie. Wzmocniwszy ją intonacją głosu, naciskając akcentem werbalnym, w głowie jej się toczy nie, a jakże, a po słowie tym przecinek i epitet w postaci rzeczownika określający rozmówcę (nie, baranie!, nie, idioto! Etc.). Gdy omawiana partykuła zawiera znak interpunkcyjny w werbalnej postaci, tudzież najczęściej bardzo niekulturalnej i przywodzącej na myśl kobietę lekkich jak obłoki obyczajów (nie, ku#$a!), w jej głowie toczy się już istna słów batalia. Wypowiedź na poziomie umysłowym różnie ubierać tutaj w słowa można, ale meritum zawsze jest to samo, mianowicie, wchodzą w akcje groźby w stylu: wypier#$%^j, bo ci zaraz zaj%^&*ie!, acz samica, jako stworzenie przezorne i jeśli słów powyższych nie użyło, jeszcze zrównoważone, w obawie o akt oskarżenia w oparciu o Kodeks Cywilny, mówiący o groźbach utraty zdrowia i/lub życia, język trzymać za zębami woli.

W kwestiach emocjonalnych kobieta wrażliwa jest i nieśmiała niesłychanie. Jeśli już zdobędzie się na odwagę wyznać jakiemuś samcowi, że ten mile pieści jej zmysł wzroku, słuchu, bądź też węchu, to dokładnie to samo ma na myśli. Kobieta szczerze nienawidzi wszelakich gier, w których jej postać staje się pionkiem do posuwania o liczbę oczek wypadających na kostce do gry. Oczko to może w pończosze jej pójść. Oczko to ona może puścić.

Kobieta humorzasta bywa, tak zaprogramowała nas kapryśna Matka Natura (czyż to może być przypadek, iż postać jej jawi się jako żeńska?). Natura ma cykl pór roku, my mamy cykl miesięczny. I gdyby nie on, panowie, nici (cienkie i nie nadające się do szycia) z poczęcia nowego życia.

Kobieta, jak góra, zdobywana być lubi. Jak Matterhorn, który wprawdzie co roku pochłania statystycznie dwie ofiary śmiertelne, ale czyż to nie satysfakcja zdobyć szczyt i cieszyć się z góry widokiem marzycieli stąpających gdzieś w dolinach, niczym małe robaczki? Nadto przedstawionych tutaj zalet, szczyt znajduje się ponad chmurami i cieszyć się widokiem słońca można, jak i spojrzeć ze znacznie szerszej perspektywy…

Ballada księżycowa cz.1 Sobota, Lu 19 2011 

Mruży oczy, kieruje się ku Słońcu,

Promienie twarz bladą jej okalają.

Dzień, nadto długi, ma się już ku końcu.

W oddali huk sowi, ptaki nocne śpiewają.

Już pierwsza gwiazda ozdabia świata sklepienie,

Ostatnie już kwiaty zapadają w sen płatki chowając…

Co tchu biegnie, by dogonić marzenie,

Bosymi stopami o gałęzie się potykając.

To drzewa w milczeniu wściekle je rozrzuciły,

Sypnęły liśćmi w wielu kolorach,

Wzrok swój ponury, jak piorun burzowy, w Ziemi utkwiły.

Jesienna to już nadeszła pora.

Palce jej długie, bladsze niż zwykle w Księżyca świetle,

On ją wzywa, kusi, zacne szepce opowieści,

Zwieść w urokach nocy po raz kolejny zechce,

Lecz Słońce zmęczone usypia i wiatr niesie jego wieści.

To przed nią, na zachód, pędem lekkim ucieka,

Flirtuje z Chmurami, wzburzonymi od blefów.

Żądne zemsty jej porwały człowieka,

Wiedzione jednym ze Słońca oddechów.

A ciepło jego tuliło ich twarze, usypiało czujne oczy

W błękicie zatopione, bez źrenic, bo te wypalone.

Niemo mężczyzna za ciepłem kroczył,

Nie sięgnęły go palce jej lekko zmrożone.

Pakt ze sobą zawarła Natura,

Musi się sama z nieszczęściem zmierzyć.

Wśród zwierzy dzikich, po lasach, po górach,

Ranić swe stopy będzie i wierzyć,

Że wygra z ich zmową, milczącymi żywiołami.

Wtem pomoc nadchodzi, ich więzi łączą od wieków,

One, nimfy nocne, tańczące z wilkami,

Zimne i blade, piękne nieludzko, poniekąd.

I bawią się, i grają na harfach aniołów,

Diabła uwodzą ludzkimi twarzami,

Powstały ze stosów, narodzone z popiołów.

Otaczają ją i cicho wołają: Chodź z nami, chodź z nami!

My Słońca tajemnice znamy najciemniejsze

I choć blaskiem swym oślepi i uroczy,

On z Wiatrem spory wczorajsze

Po dzień dzisiejszy toczy.

I przystaje dziewczę na chwilę, pośród zroszonej zieleni,

Ciało jej drży z zimna i Księżyc cicho się śmieje…

My pomóc ci chcemy, mówią, oderwij się z nami od Matki Ziemi,

Znamy Wiatr, na wschód nas zawieje,

I Słońcu skarb twój odbierzemy,

Uciekniemy drogami,

Słońce zabijemy,

Czy wyruszysz z nami?

Kiwnęła głową lekko, cóż bowiem począć miała,

Jedyna w nich nadzieja, im zaufać mogę,

Błądziły w niej głosy, tak wtedy myślała.

Rzekła więc do nich: Skoro znacie drogę…

.

.

.

Mówią: nie kochaj. Przestaniesz? A jak powiedzą: zabij się? Odbierzesz sobie życie?

.

 

%d blogerów lubi to: