Święto zgorzkniałych frustratów Wtorek, Lu 8 2011 

Zbliża się komercyjne, przesycone wysłodzoną scenerią utkaną z różnorakich serduszek święto. Święto aniołka z łukiem, któremu to większość łuk ten miałoby ochotę wsadzić, święto bojkotowane przez zatwardziałych, nowoczesnych oryginałów, na siłę gardzących komercją, acz pozornie (trzeba się przeto zapisać do komercyjnej grupy na fuckbooku, gardzącej magiczną datą). Święto zakochanych.

Wbrew, przeciw i na opak. Nie można przecież być jak inni, to takie nie glamour. Komercja wszechobecna, komercja zła. Wieczór z piwem, włączonym facebookiem, Tibią, CSem i cholera wie, jakim pożeraczem czasu jeszcze. Nie, wcale nie czuje się to smutne, to po prostu bojkot. Nie przyzna się przed sobą, że wolałoby spędzić z drugą osobą ten dzień. Nie przyzna się, że jest marudzącym, zgorzkniałym i sfrustrowanym człowiekiem w najpiękniejszym wieku. Nie, po co. Dzisiaj młodość to komputer, w rzadszych przypadkach wypady na piwo, czasem jeszcze się randkowe archaizmy zdarzają…

Samotny nie przyzna się, że woli pielęgnować internetowe znajomości, zamiast wyjść do ludzi. Na fb zawsze może wyrzucić kogoś ze znajomych lub próbować dopiec liżąc wirtualny odbyt wyfotoszopowanemu osobnikowi płci przeciwnej.

Kwiatki nagle śmierdzą, serduszka powiewają tandetą jak flaga na wietrze. No, niby romantyk, no niby blisko natury. Ale nie dzisiaj. O nie, nie wtopi się w tłum, chce iść na opak, jak… reszta tego drugiego tłumu.

Worek kontrargumentów. Tak jak worek moich kolegów, co nim z siódmego piętra rzucali z balkonu. Już nieistotne, co w nim było- student naprawdę potrafi… Jak worek osoby cierpiącej na chorobę lokomocyjną, co aviomarinu zapomniała zażyć… Bowiem zakochani winni okazywać sobie uczucia każdego dnia. No tak, na pewno. Ale czy każdego dnia jest okazja do jakiegoś wypadu, romantycznej kolacji przy podgrzewaczach? Powinno szukać się takowych jak najwięcej, a tu kalendarz ułatwia sprawę.

Walentynki to wspaniała okazja, żeby pokazać komuś, że ci na nim zależy. Okazja do zagrzebywania toporów wojennych, miłych spotkań i gestów. Pewnie, że codziennie można to robić… Ale czemu akurat nie w dzień, który takowym czynom szczególnie sprzyja?

Pozdrawiam wszystkich zgorzknialców, ja się uśmiecham od ucha do ucha, bo nie mam zamiaru marnować moich najpiękniejszych lat na powierzchniowych znajomościach, imprezach w Internecie i dwukropkach z gwiazdkami. Mi udało się wyrwać ze szponów sieci i nigdy nie oddam już życia w realnej rzeczywistości, jest przepiękne! CMOK 😉

Pajęczyna Wtorek, Lu 8 2011 

Cieniutkie, o wiele cieńsze od ludzkiego włosa nici, splecione w finezyjny kształt, a na nich lśniące krople rosy. Piękno kusi i zachwyca. Materiał powstały z gruczołów przędnych pajęczaków, jest najwytrzymalszym ze wszystkich naturalnych- jego właściwości mechaniczne są dwukrotnie większe od stali… A gdy taka muszka weń wpadnie…

… To zaczyna się heca. Bo to, choć piękne, choć niebezpieczne, to jak raz chwyci, to trudno będzie się z tego wyplątać. O ile w ogóle się uda. Bo sieć to pole łowcy. A żeby ofiarę złowić, kusić czymś trzeba.

Niech będzie wirtualnie, transparentnie. Ale żeby było widoczne. I trochę podkoloryzować, najlepiej też czymś bezbarwnym, jak skroplonym tlenkiem wodoru. Odpowiednia perspektywa i granica się zaciera. Spacer po linie łączącej jedną pajęczynę z gałęziami. Troszkę adrenaliny, wiadomo, tam głębiej, bliżej środka, będzie niebezpiecznie. Ale ileż można w kółko przechodzić z jednej strony na drugą?

I chociaż ofiara widzi, jak bezradnie wiją się inne owady, wplątane w ten świat częściowo, a często i całościowo poprzez własną głupotę, to jednak postanawia ruszyć ku rdzeniowi. Jest pewna siebie, wie, że te śmieszne istoty zaplątane w sieć włókien, nie są jego przyszłym odbiciem. Wie, że nie będzie jedną z nich. Idzie…

I nagle… przyklejony! Ale w sumie to niezła gimnastyka. Trochę się poruszać, powywijać odwłokiem, macarena w sieci! Jeszcze tylko jakiś podkład muzyczny, winamp na pulpicie, można zacząć taniec mentalny. A te ofiary już nie są takie śmieszne, już się z nimi owad zintegrował. Tworzy wirtualne, odległościowe relacje, flirtuje, bawi się. Część owadów, którym udało się z sieci wydostać, lub które jej unikają, przyglądają się temu i patrzą na wpół ze śmiechem, połowicznie z żalem i politowaniem. A potem lecą dalej, bo nie chcą marnować swej wolności…

A zza rogu wygląda pająk. Jak miło, że te stawonogi życie spędziły w pułapce. Jak miło, że tak dobrze się w niej bawiły. Tylko, że czas mija, życie ucieka, a poza siecią jest znacznie ciekawiej, a horyzonty są znacznie szersze…

%d blogerów lubi to: