Wracam do tego, co najbardziej lubiłam jako dziecko- do pisania opowiadań 😀

Wioska była spokojna, cicha, wszyscy się znali. Wieczorami starsze kobiety spotykały się, aby powymieniać ich poglądy rodem ze średniowiecza, ponarzekać na młodsze pokolenie, tak rozpustne i zepsute. Bo Marysiakowej urodziła się wnuczka, a jej córka przecież ledwie co siedemnaście lat skończyła! Hańba, bo na dodatek panna. Teraz biedna Marysiakowa będzie miała bękarta na głowie…

Chodziły pogłoski, że ojcem małej jest Cygan. Czasami przechodzili tacy ciemnoskórzy po wiosce, nigdy nie zatrzymywali się na dłużej.

Na skraju wsi był pensjonat, prowadzony przez Mieszczankę, jak ją zwali. Mieszczanka, kobieta po trzydziestce, całkiem atrakcyjna, wyzwolona i wykształcona, co w tamtejszych czasach raczej nie należało do zjawisk najczęstszych, była ulubionym tematem wieczornych plotek. Zawsze elegancka, aczkolwiek za bardzo- według opinii staruszek- podkreślająca swoje kobiece atuty. Dość mocny makijaż, mocno kontrastujący z bujnymi blond lokami. Wiadomo było, że przyjechała gdzieś z Wrocławia, ale tak naprawdę nikt nie znał jej przeszłości. Chodziły różne pogłoski, jednak nikt nie znał prawdy. Zadawała się z dziwnymi, jak ich określano, ludźmi, mówiono nawet, że sam diabeł ją przysłał. Zawsze kłaniała się starszyźnie i unikała konfliktów, bliższych relacji także. Ograniczała się do krótkiej wymiany zdań na błahe tematy.

W pensjonacie Mieszczanki zatrzymywały się tłumy. Niewielka, zapomniana przez świat wioska w górskich okolicach, stała się sporą atrakcją turystyczną. Przyjeżdżali ludzie różnych ras i narodowości. Bardzo często kobieta gościła Cyganów, którzy budzili grozę wśród mieszkańców. Niby trzymali się razem, nikogo nie zaczepiali, a jednak sama ich obecność dla przeciętnego wieśniaka stawała się, określając najdelikatniej, mało komfortowa.

Tylko córka Marysiakowej, nastoletnia Ada, zawsze ciekawska i żądna przygód, nawiązała kontakt z Cyganami. Marysiakowa, sędziwa już kobieta, nie ukrywała swojej dezaprobaty i robiła wszystko, co mogła, aby uniemożliwić swojej urodziwej córce kontakty z tymi „nieczystymi duszami”, jak mówiła. Ada, dziewczę o prawdziwie kobiecych kształtach, gigantycznych błękitnych oczach, długich, czarnych włosach i ciemnej karnacji, co noc, upewniwszy się, iż matka śpi, wymykała się przez okno na parterze i spotykała się z Cyganami. Tylko te oczy odróżniały ją od nich.

Cyganie to zamknięta, mała narodowość. Różne krążyły o nich legendy, jedno było pewne: nigdy nie zatrzymywali się na dłużej w żadnym miejscu. Mieli swój język, swoją małą kulturę. Nie wpuszczali obcych, z nielicznymi wyjątkami. Ada właśnie należała do tych wyjątków. Wesołe noce przy ogniskach przy cygańskich wozach, cygańskie tańce i śpiewy- czuła się jak swoim własnym, prywatnym raju. Tam właśnie poznała Raszaja, mężczyznę starszego od niej o dobre dziesięć lat. Gdy plotka jakimś cudem się rozniosła, matka Ady wpadła w szał. Córka miała szlabany i kary. Była pilnowana, a każde jej wyjście śledzone przez wierne sąsiadki.

Zachowanie troskliwej Marysiakowej łatwo można było wytłumaczyć. Adę wychowywała sama, od zawsze. Może na początku pomagała jej matka, ale później żyła sama z córką. Dziewczyna nigdy nie poznała swojego ojca, a każda rozmowa na jego temat kończyła się niezręcznie, jak nie awanturą. Marysiakowa chciała po prostu ustrzec córkę przed swoim błędem. Jednak najwyraźniej poniosła porażkę.

Cyganie wyjechali. Czas mijał, interes Mieszczanki dalej się rozkręcał. Ada nosiła coraz szersze ubrania, unikała kontaktu z ludźmi. W końcu prawda wyszła na jaw: Ada spodziewa się dziecka. A gdy to przyszło na świat, Mieszczanka zniknęła, a wraz z nią cała ta turystyczna, pół- magiczna aura wsi. Przynajmniej na początku się tak wydawało…

.

Jedna z letnich, bezchmurnych nocy. Słychać było świerszcze, na niebie lśnił księżyc. Była pełnia. Ada przechadzała się z Raszajem na skraju lasu. Nie bała się, wręcz przeciwnie, czuła się niezwykle bezpiecznie. Kultura cygańska pochłonęła ją bez reszty. Chciała wiedzieć jak najwięcej.

-Dlaczego ciągle podróżujecie?- spytała Raszaja.

Jego brązowe oczy zalśniły. Widziała to, chociaż był od niej znacznie wyższy, a i ona do niskich nie należała, a dookoła panował dość mocny mrok.

-Legenda głosi- zaczął,- że pierwsi Cyganie przybyli z Egiptu. Było ich dwunastu. Na czele stał książę i hrabia, reszta to zwykli ludzie. Przybyli na kolanach do Paryża, błagając biskupa o przebaczenie. Niegdyś byli Chrześcijanami, jednak pod wpływem nacisków oddalili się od Boga i prosili o pokutę. Biskup nie wiedział, co z nimi zrobić, toteż odesłał ich do Rzymu. Papież, po wysłuchaniu ich opowieści, jako pokutę nakazał im wędrować siedem lat, podczas których nie będą mogli spać w łóżkach. A każdy duchowny ma im dawać dziesięć liwrów jednorazowo. Pielgrzymka Cyganów trwa już nieprzerwanie od sześciu wieków.

Ada zasłuchała się.

-A dlaczego kobiety noszą długie spódnice?- dociekała. –Są takie ładne, stylowe, ale jakby niedzisiejsze…

-Mężczyzna nie może dotknąć kobiety poniżej pasa, chyba, że… wiesz, w celu rozrodu. Inaczej to grzech, a ta spódnica ma chronić przed takim dotykiem.

Raszaj odpowiadał chętnie na każde jej pytanie. Mogła go słuchać w nieskończoność.

Ostatniego dnia pobytu, Ada spotkała się jeszcze raz z Cyganem. Powiedział coś, co ją zaskoczyło.

-Rzadko przyjmujemy obcych- powiedział. –Ale ty nie jesteś tym wyjątkiem. Ty jesteś nasza.

-Jak to?- zapytała.

-Jesteś nasza. Pamiętaj, co mówiłem ci o umierających.

To była ich ostatnia rozmowa.

O umierających?, pomyślała. No tak, Cygan przed odejściem na drugi świat musi się rozprawić z resztą Cyganów i rodziną. Inaczej powróci- jako wampir, zombie czy inny upiór. Ale powróci. Tak jak powrócił hrabia Dracula. Ale i on się do końca jeszcze nie rozprawił, on też jeszcze powróci…

.

ciąg dalszy nastąpi 🙂