Z wartościowymi kobietami jest jak z jedzeniem ekologicznym- czyste, nieprzetworzone, na górnej półce i nie dla każdego. A nawet jeśli ktoś ma na tyle bogatą osobowość, że go na takową stać, to dla ułatwienia weźmie po towar przechodzony, przereklamowany, z dolnej półki… Bo żeby sięgnąć tam wyżej, trzeba się trochę nagimnastykować, a wiadomo, żyjemy w dobie wygody…

Łatwo dostępne, pięknie zapakowane. W środku sama chemia: konserwanty, sztuczne barwniki i dodatki słodzące. Pustoszy organizm, bezoensan sodu u co wrażliwszych po pewnym czasie wywołuje sensacje żołądkowe, rozwolnienie i wymioty w jego wyniku. Pachnie to ładnie, wygląda też w miarę.  Bo nie widać składników. Jest szybkie, nie trzeba się nakombinować z dostaniem do środka, nie wnosi żadnych wartości, z pozoru syci głód. Bo to, i owszem, jest energia- są kalorie, nawet w nadmiarze. Niestety, to są PUSTE kalorie.

Jest wygodne, na każde zawołanie. Wystarczy pójść do pierwszego lepszego marketu, zapłacić niewielką sumę, i już jest w posiadaniu. Co tam, że w przyszłości czkawką się odbije i trzeba będzie zainwestować zwielokrotnioną sumę na środki farmaceutyczne. Liczy się chwilowa przyjemność. Nie trzeba przygotowywać, wystarczy zdjąć folię i gotowe do konsumpcji.

Ciężkostrawne- niestety. Będą po tym gazy i wzdęcia. Będzie mdlić, jak się to przedawkuje. A zatracić się w takich zdobyczach jest łatwo. Walory smakowe mają w sobie jakieś uzależniacze… Łatwo przestać panować nad apetytem.

Ekologiczne? Hm, nieco droższe. Trudno dostępne. Składniki- naturalne. Mnóstwo wartości. I jak już się to zdobędzie, to trzeba się przy tym troszkę napracować, zanim się skonsumuje. Bo to nie jest ot tak, już, gotowe. To trzeba dopieścić przyprawami, nieco podgrzać temperaturę… Ale jakie wnętrze zadowolone!

Tylko… Nie ukrywajmy- to, co wartościowe, dzisiaj ma mierne szanse z pustym, szybkim i tanim. Z tandetą…