Podświadome ścieki Wtorek, Gru 14 2010 

Wszystko, co nie pasuje, nad dno szafy pamięcią nazywaną. Na PCK czy inną instytucję charytatywną to raczej nie bardzo- największemu wrogowi się tych brudów na ogół nie życzy (chociaż ja jednemu obleśnemu, podstarzałemu chamowi, który zniszczył mi psychikę, życzę jeszcze bardziej usyfionych, ale to już inna bajka…).

Wszystko, co niemiłe, na kupkę. Takie, co na odchodne się dostało od życia. Kupa odchodów. A sio, do podświadomości. Ale ciśnie to w jelitach, na formę neuronów przybranych. I jakoś tak dziwnie uciska na główkę i serduszko, gdy coś się dzieje. I jakieś mniej lub bardziej wytłumaczalne zachowania się rodzą. I urojenia. I lęki.

Człowiek żyje sobie z tym mentalnym zaparciem, nawet nie zdaje sobie często z niego sprawy. Czasem go coś tam przyciśnie, ale jakoś nie wpadnie na pomysł, żeby posiłkować się jakimś środkiem przeczyszczającym pamięć. Będzie co najwyżej posiłkował się środkami znieczulającymi- nikotyną, alkoholem, czymś mocniejszym. Na koniec może i zejdzie na psychotropy. Ale na podświadomość kupka dalej uciska…

W pewnym momencie podświadomość jest już tak zapełniona odchodami, żeby nie powiedzieć inaczej (ok., zasrana, ciśnie mi się to po prostu…), że nie ma miejsca na kolejne bolączki. I każde słowo, każdy godzący gest siedzi w świadomości, w pełnej gotowości, aby w każdej chwili go wypomnieć z jak najmniejszymi szczegółami. Ale prawdziwa kupka dalej uciska…

W końcu, po trudach i próbach, o ile takowe się podejmie, to coś zaczyna wypływać na powierzchnię. Ostatecznie są jeszcze te środki przeczyszczające. Gałki oczne prawie z orbit wylazły, łzy pociekły z wysiłku, rumieniec wściekłości na twarzy. Jest! Urodziło się to to! Tylko teraz jest obok, dryfuje sobie i śmierdzi. I trzeba coś z tym zrobić, zanim coś się w tym zalęgnie i pełzać zacznie, bo może dojść do jakiegoś zakażenia i dopiero będzie problem… Tam ma być czysto! A jeśli coś ma siedzieć, to na pewno nie żadne g…!

Pajrat drogowy cz.3 Wtorek, Gru 14 2010 

Jedziesz, bo musisz. Bo życie cię zmusza. Ręczny zaciągnięty, ale ty twardo do przodu. Stan techniczny coraz gorszy. Jedziesz klekotem na resztach paliwa…

Benzyna zaczyna ci nagle śmierdzieć. Droga śliska jak cholera, kolców na oponach nie ma, a przydałyby się. Przyczepność- pożal się Boże. Ale jedziesz.

To nie adrenalina. To próba rozpędzenia się, chociaż hamulec trzyma. Chcesz osiągnąć większą prędkość. Ale coś się zablokowało. Chcesz zagadać, pogadać, wszystko naprawić. Ale do warsztatu daleko. Albo mechanika brak.

Płynu w spryskiwaczu już dawno zabrakło. Szyby tak zalane łzami, że nic nie widzisz, tylko jakieś zarysy. Jeździsz tam, gdzie nikogo nie ma- przynajmniej nie potrącisz. Odcinasz się od świata.

Oleju w silniku coraz mniej. Jak i w głowie- wszystko piszczy, skrzeczy.

Zakładają ci blokady na kołach. Twardo je rozwalasz i ruszasz dalej. Podróż coraz bardziej męczy, ale nie chcesz się zatrzymać. Tankować też nie chcesz. Sam zapach przyprawia cię o mdłości.

W końcu trafiasz na jakiegoś kierowcę z linką holowniczą. Pomaga ci dotrzeć do warsztatu. Mechanik kosztuje, ale zanim będziesz gotów przejść pomyślnie przegląd techniczny, dużo czasu upłynie.

Diagnoza nie zaskakuje… Oddajesz się w ręce mechanika od głowy i twardo szukasz po pokrywą komory silnikowej latających części, dotąd niewidocznych. Wygrzebujesz śrubkę, dokręcasz ją na swoje miejsce. Wygrzebujesz kolejną, zastanawiasz się, od czego ona jest i ją dokręcasz. Albo wymieniasz.

Zastanawiasz się, co się dzieje na twojej drodze. Jak tam inni podróżni. Chcesz spytać, ale nie chcesz nikogo zatrzymywać- każdy ma przecież swoją trasę, swoje cele. Nie chcesz nikomu wchodzić pod koła, przecież może potrącić i odtrącić, a ty tylko nabawisz się kolejnej kontuzji psychicznej. Cicho siedzisz i masz nadzieję, że to ciebie ktoś zatrzyma, chociaż na chwilę. Ale sam się boisz- już raz, albo i więcej razy przeżyłeś wypadek…

Piekielne gały cz.2 Wtorek, Gru 14 2010 

Strach ma wielkie oczy, trochę wyłupiaste i przekrwione. Popękane naczynka krwionośne na żółtych białkach wywołują trwogę i uczucie dyskomfortu. Jest obleśny i już na sam jego widok po prostu odrzuca. Taki horror mentalny na żywo.

Zagląda z boku, obserwuje. Czujesz go, ale nie widzisz. Jest. Intuicja podpowiada. Kroczysz szybciej, chociaż bardzo niepewnie. Idziesz do przodu, co chwilę oglądając za siebie. To już nie chód. To trucht. Pełna gotowość do ucieczki. Strach wychodzi zza rogu, chwyta cię i ciągnie. Wyrywasz się. Naprzód!

Chociaż strachu już nie widać, dalej coś ci podpowiada: uciekaj! Idziesz inną drogą niż zwykle, żeby zgubić niepewność. Potwór czai się za rogiem. Biegniesz! Dookoła pełno ludzi, przyglądają się. Patrzą, jak ten strach. Ale ty ich widzisz. Jego nie. Nagle zjawia się na horyzoncie. Biegniesz! On za tobą. Widzą to, wszyscy dookoła to widzą, ale nikt nie reaguje. Jedni zdziwieni, inni obojętni, jeszcze inni ubaw mają. A ty umierasz z przerażenia, resztkami sił w upalny dzień uciekasz.

Biegniesz między drzewami, w nadziei, że go zgubisz. Na ławkach siedzi młodzież i się przygląda. Ktoś spaceruje z psem. Kolumna dzielnych żołnierzy na pobliskiej drodze. Nagle strach cię dopada i ciągnie cię w krzaki. Drzesz się w niebogłosy. Kolumna idzie, nie zwraca uwagi. Chłopcy na ławce tylko się przyglądają. Tylko jakiś staruszek z owczarkiem spuszcza swego pupila ze smyczy i krzyczy: Bierz go!

Obrzydzenie. Obrzydzenie do siebie, swojego ciała. Obrzydzenie do ludzi. Strach dalej siedzi w głowie. Boisz się, gdy ktoś się do ciebie zbliża na odległość bliższą niż półtora metra. Drżysz z przerażenia, gdy ktoś chwyta cię za ramię. Nie możesz patrzeć w lustro. Nie wiesz co robić, gdy przygląda ci się ktoś płci przeciwnej. Automatycznie odwracasz oczy i udajesz, że nie widzisz. Chcesz odwzajemnić uśmiech, ale uciekasz. Boisz się. Strach ciągle jest, pomimo, iż wydaje ci się, że sobie z tym poradziłeś. Nie pamiętasz. To nie dotyczyło ciebie, to ktoś inny to przeżył. Unikasz ludzi. Niby starasz się żyć normalnie, ale coś jednak jest nie tak.

I któregoś pięknego dnia ktoś pomaga ci przypomnieć to sobie. Przeżywasz to jeszcze raz. Teraz rozumiesz, co jest nie tak…

Nienawidzisz. Szczerze nienawidzisz. 😦

.

TO JEST HISTORIA, PISANA METAFORĄ. ŻEBY NIE BYŁO CZEPIANIA SIĘ. MOJA HISTORIA, POMIĘDZY WIERSZAMI.

%d blogerów lubi to: