Ładne, kolorowe sreberko, owalny, kuszący kształt, oj kusi, kusi. Żeby poczuć chwilę rozkoszy, popieścić podniebienie. O! Coś jest w środku… Coś, co będzie przypominać o tej czekoladce. Ale czekoladki już nie ma…

Gapi się na tą czekoladkę. Grzebie w skarbonce, szuka drobniaków, żeby tylko zdobyć czekoladowe jajeczko. Albo od razu wyciąga z portfela dużą monetę i je ma. W jakikolwiek sposób zdobyte- jest!

Teraz trzeba jajeczko rozebrać, odwinąć delikatnie sreberko, albo brutalnie je zerwać- w zależności od czekoladowego fetyszu. Oczywiście trzeba z tym jak z jajkiem ostrożnie- ale w końcu to jest takie jajko. Bo może być boleśnie, jak gdy samca się w czułe miejsce kopnie.

Konsumpcja. Czynność poniekąd najprzyjemniejsza. Jak rozpływa się! Głaszcze delikatnie po podniebieniu, osładza chwilę- bo przecież jest z założenia tylko na chwilę. Jasne, że jest ryzyko- może popsuć ząbki, może pójść w brzuszek… Ale bez ryzyka życie traci swój aromat, przecież!

Tak, czekoladkę kwasy żołądkowe wzięły już w obroty. O! A to co?! Niespodzianka? Kolejne jajeczko? I nie do jedzenia! Pod tą czekoladką coś jest! Ona nie była pusta!

I bierze to w rączki swoje, otworzyć próbuje. I nagle zawartość się wysypuje. Układanka. Zaintrygowany włącza swe szare komórki i składa w całość. Jakie to… zachwycające! Jajeczko, a tyle w sobie ma!

Ale czekoladki już nie ma, naraz zjedzona…