Mały potworek wewnątrz galaretowatego narządu obudowanego puszką z kości na szczycie ciała. Przenikliwy i upierdliwy. Karmi się irytacją i niepokojem. Czasami włącza przycisk „rumieniec”. Straszne, wyimaginowane cudo- Komplek(sik).

Kompleks jest gruntowny. Kompleksowo i dokładnie przygląda się wadzie, bada ją, rozkłada na czynniki pierwsze, po czym bezczelnie drwi i kpi, wprawiając w różne dziwne psychozy jego posiadacza. Całą swoją energię poświęca na zwrócenie na siebie uwagi. Jest jak magnes- każdą uwagę przyciąga i filtruje tak, aby uderzyła w żywiciela. Posiada wybitną zdolność przetwarzania informacji i obracania ich do góry nogami.

Typowy pasożyt- w zasadzie nic z siebie nie daje, karmi się zaś pozytywnym nastrojem swojego dawcy. Wyżera wszystkie nerwy i zostawia nienadające się do niczego strzępy. Produktem ubocznym jego przemiany materii są przygnębienie i liczne rozterki emocjonalne.

Kompleks łatwo ulega wiązaniom. Wytwarza trujące enzymy, które wyłapują niedoskonałości i transportują je do zainteresowanego. W efekcie Kompleks tworzy… kompleks kompleksów. Działanie grupowe stwarza mu znacznie większą satysfakcję, a rośnięcie w siłę zmniejsza szanse na zwalczenie.

Typowy posiadacz kompleksu robi wszystko, co może, aby ukryć swojego potworka. Każdy cios, witany otwartymi ramionami przez Kompleksa, powoduje niespodziewane reakcje, tudzież na ogół wielką obrazę, skapywanie jadu z zębów, parę z uszu i inne dziwne zjawiska. Oswojony kompleks działa troszeczkę inaczej- biedny żywiciel poprzez cynizm i chamstwo (będące na tak cienkiej granicy z sarkazmem) broni się jak może przed (wyimaginowanymi) atakami. Ponadto taki osobnik będzie starał się za wszelką cenę udowodnić, że Kompleksu nie posiada. Wszelkie działania, jakie podejmuje w tym celu charakteryzują się rażącą sztucznością, są na siłę wyreżyserowane. Żywiciel, zdając sobie sprawę ze swojego problemu, będzie na siłę odgrywał zachowania osoby bez Kompleksu, jednak ubarwiając je i wyolbrzymiając. Naturalnie będzie swój Kompleks przypisywał każdemu potencjalnemu, Bogu ducha winnemu, według niego atakującemu.

Żywiciel może również przyjąć antagonistyczną formę obronną- wyparcie i ignorancję. Niby się wyrzeknie, niby nie zwróci na to uwagi, ale boleć będzie jak jasna cholera. To też jakiś ersatz walki z kłopotem.

Rzadko kiedy posiadacz dochodzi do kolejnej fazy- akceptacji Kompleksa. Jeśli jednak się to jemu uda, wprowadzi potworka w niemałe zakłopotanie- a to pierwszy sukces w wojnie, która toczy się pod osłoną czaszki. Ale zwalczanie Kompleksików to już inny temat. I jakże nudno byłoby, gdyby one nie istniały- żywiciele, zgrywający twardych cwaniaczków, są takimi ciekawymi zjawiskami i tak miło się ich obserwuje 🙂

Serdeczne dzięki za kreatywną dyskusję przy miodowym piwku :*