Jak cię widzą, tak cię… rysują

 

 

 

 

 

            Czasami mówi się o kimś, że ma swój świat i swoje kredki. Panuje stereotyp, iż takowa osoba jest zamknięta w sobie, poświęcona bez reszty swojej pasji. Ale chyba każdy ma takie kredki, którymi maluje jeden wielki obraz zwany życiem.

            Zdarza się, że osoba trzecia chwyta te osobiste kredki. Nic w tym złego, gdy koloruje świat jak w piosence zespołu 2+1, na ciepłe i przyjemne kolory. Gorzej, jeśli znajdzie się delikwent, który upodoba sobie czarną barwę. Skutecznie może zakłócić obrane przez autora ład i harmonię (pojęcie względne- te pstrokate bohomazy też mogą być dziełem, jeśli komuś to odpowiada).

            Najlepiej jest przejąć kontrolę nad egzystencjalnym arcydziełem i samemu domalowywać ludzi. Nie zawsze jest to wykonalne, ale w dużej mierze realne. Owszem, można czasem pozwolić coś dorysować osobie z bliskiego i zaufanego otoczenia, ale ma to być akt wolnej woli (i na pewno nie mają to być rogi).Lepiej trzymać sprawy w swoich rękach i być panem/panią swojego losu ( i wizerunku).

            Stare porzekadło mówi, że jak cię widzą, tak cię piszą. A jak piszą, to zapewne w wyniku wytężonej pracy neuronów pojawia się ilustracja. Dlatego tak istotne jest nie smarowanie komuś byle czego, a już na pewno nie jego tylnej części ciała, znajdującej się nieco pod plecami.

            Należy unikać wszelkich odcieni szarości, te bowiem przyczyniają się do bezpłciowej rzeczywistości. No i nie ma też co się zdawać na podstawowe kolory: biały i czarny (chociaż są takie wytworne i eleganckie. Owszem, pasują do wszystkiego, ale sprawdzają się tylko w sytuacja nieznanych i niepewnych. Róż jest słodki i milutki, potrzebny czasami każdemu, jak słodka czekolada, ale lepiej z nim nie przesadzać, jest bowiem oderwany od tego, co nazywamy codziennością. A przedawkowany przyprawia o mdłości. Trzeba zachowywać rozsądne proporcje- co za dużo, to i świnia nie zje. Ale też nie ma co sobie żałować, zwłaszcza, kiedy nadarza się okazja użycia jakiejś zupełnie innej kolorystyki. A’ propos tego ostatniego- każdy ma swoje dobre kolory, które są twarzowe, pasują mu i w których po prostu dobrze się czuje. Na ogół postać taka kurczowo trzyma się danego stylu i ani w głowie jej zmiana. A może warto? A może ta kojąca zieleń będzie pasowała tak samo dobrze, jak ognista i zmysłowa czerwień?

            Jest jeszcze jeden przypadek. Bywa, iż człowiek otacza się barwami, które- jak mu się wydaje, nawet mu pasują. Ale obiektywnie rzecz ujmując, wcale tak nie jest. Powodów może być wiele- chęć zamaskowania się, nabyty poprzez doświadczenia pancerz… Tylko, czy warto męczyć się z czymś, co nie współgra z naturą?

            Ładne jest to, co się komu podoba. Jedni lubią ład, inni z kolei wieczny chaos. A jeszcze inni mieszają, przeplatają i bawią się kolorami…