Za mgłą, w cichym deszczu
Przesiąknięte marzeniem nadzieje
Wiatr tańczy z gałęzią uschniętej sosny
W rytm walca nad rzeką
Kołyszą się knieje
I rozproszone światło na niebie w półkole
Gdzie końca jego oba na zielonym padole
Kierunek marzeniom wytacza zuchwale
Szum targanych liści porusza wytrwale
Z kamienia posągi, duchy przeszłości
Lecz one twarde
Nie drgną z litości
Ich czasy już dawno dobiegły końca
Dziś stoją tu w smutku w promieniach słońca
Lśnią oczy wykute w marmurze
Niech im przygrywa
Jedna z leśnych tych wróżek
Co z bajek dziecięcych w niepamięć uciekła
Z tej opowieści, co najbardziej urzekła
