Słowo błogosławieństwa na początek: jeśli ktokolwiek chce się doszukać jakiejkolwiek aluzji na swój temat, to może dalej nie czytać. Nie bawię się już w żadne durnowate gierki, nie jestem jędzą i nigdy nią nie byłam (no, może dawno, dawno temu- i NIGDY bez powodu), przepraszam z góry wszystkie duszyczki z kompleksami za moją pozorną złośliwość- nie sądziłam, że większość osób kreujących się na szalonych świrów ma tak niskie poczucie własnej wartości- nigdy nie miałam nic złego na myśli. Jestem już na to ciut za duża :] I mam na to wszystko ciut wmanewrowane pomiędzy zwieracze okalające wejście do końcowej części jelita grubego. Wszelkie jadowitości, chamstwa, arogancje proszę sobie w to samo miejsce wsadzić, bowiem przede wszystkim cenię sobie DOJRZAŁOŚĆ emocjonalną i umysłową. I nie odpisuję na jakiekolwiek wiadomości naszprycowane jak kurczak w śmietanie gówniarstwem, tudzież ani tutaj, ani na gg (WAŻNE), ani na skrzynce pocztowej, ani NIGDZIE. Kultura zawsze odzew u mnie ma. Ludzie, troszeczkę uśmiechu, jedna powieka w dół, aż takie to trudne??!! Dziękuję :] Ważniakom- poważniakom, przede wszystkim.
Wbrew opinii, nie kamienieje. Zgodnie z nią- nie rdzewieje, nawet stary. I się nie łamie, czasami co najwyżej pęka gdzieś w okolicy aorty, ale trochę nitrogliceryny i funkcjonuje dalej. Ta dam! Mięsień poprzecznie prążkowany serca.
Lepiej tego nie wyciągać z klatki piersiowej i na dłoni nie trzymać. Jeszcze spadnie w jakieś łajno i się upaskudzi. Poza tym, tak na wierzchu, to raj dla kieszonkowców, emocjonalnych popaprańców i sekciarzy bombardujących miłością. A nie daj boziu, to się składnikiem do gulaszu stanie i jakiś kanibal skonsumuje… Trzymanie serca na dłoni jest równie niebezpieczne dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Dla faceta zadrapanie tipsem może być równie bolesne, jak rysa na lakierze nowego Audi. W przypadku przedstawicielki płci ładnie nazywanej piękną, lekkie puknięcie narzędziem, zdawałoby się, naprawczym, może spowodować nadkruszenie lub całkowite roztrzaskanie się na kawałki. No, ale… z prochu powstałeś- w proch się obrócisz. Co najwyżej, gdzieś po drodze, jakimiś prochami się pofaszerujesz. Spokojnie- co nie zabije, to wzmocni (gorzej, jeśli zabije
).
Niektórzy to dopiero mają ciężko, zwłaszcza ci, co serce ze złota mają. A to złoto to srebro żywe- ciągle w ruchu, pompuje, czasem kłuje, czasem jakąś awarią zaskoczy. A złoto do najlżejszych wagowo metali nie należy, dźwigać taki ciężar w okolicach mostka- toż to gorsze, aniżeli silikony rozmiaru F. I kręgosłup się ugina, jeśli nikt w porę nie przytrzyma. A potem skolioza na życie całe, turnusy rehabilitacyjne i wkładki ortopedyczne.
Serce reaguje wyjątkowo intensywnie na chorobę autoimmunologiczną, zwaną powszechnie miłością. Nadwyrężone wysiłkiem, poza normatywem pracy potrafi zaszwankować. Włącza do akcji psychikę, symuluje narządy rozrodcze, gruczoły dokrewne i temu pokrewne. A gdy mu coś się odwidzi, reszta układu dalej w rozruchu. I jest kłopot. Złamanie podstawowych czynności życiowych, w slangu międzynarodowym zwane złamaniem serca. Reakcje wytężonej pracy CUN są niebywale łatwe do przewidzenia. Najpierw następuje załamanie, spowodowane nagłym odcięciem od dostawy serotoniny z przysadki mózgowej, która to wytwarzała ją proporcjonalnie do ślinianek i śliny się w nich produkującej, już na samą myśl o wybranym obiekcie. Potem następuje bunt, przelatywanie pierwszych lepszych panienek/ rzucanie się na ciasteczka. Następnie nieznośna lekkość bytu, bliżej opisana w powieści Kundery (btw. polecam!). W końcu pogodzenie, zobojętnienie. I koło się zamyka, wracamy do punktu wyjścia.
Intonacja głosu serca oscyluje pomiędzy gaworzeniem niemowlaka a studentem, którego próbuje się dobudzić po sesji/ imprezie. Za dużo oktaw to nie ma, ale przy odpowiednim aparacie słuchowym, dobrej znajomości jego gwary i wytłumieniu szumów logiki, da się zrozumieć, co ma do gadania. W dzisiejszych czasach, niestety, do gadania ma tyle, co baba na bazarze, ale czasami warto dać się ponieść w świat wyobrażeń i magii przezeń oferowany. Jego werbalna oferta, wbrew pozorom, jest niezwykle wartościowa, acz w skrajnych wypadkach przewartościowana.
Serce koliduje z mózgiem, przy jednoczesnej ich współpracy. Chwała tym, co naprowadzili te dwie fale na jeden tor, nie wywołując przy tym żadnego wyładowania atmosferycznego, spięcia i wybuchu systemu. Usilne pogodzenie praw logiki i serca, a kodeksy ich niebywale różnorakie, częstokroć prowadzi do konkretnego galimatiasu i wywołuje sporo hałasu o zwiększonej liczbie decybeli. W rezultacie można ogłuchnąć na rady jednego i drugiego, a do wegetowania w zakładzie zamkniętym na cztery spusty droga krótka (bo ktoś już podwiezie).
Awaria mięśnia sercowego przeważnie objawia się skłonnościami psychopatycznymi, bliżej nieokreślonymi (kwestie indywidualne). Nie można nie mieć serca. Można zaś mieć jego dysfunkcje.
.
A na deser gulasz z fotek, przy których mięknie serducho, bez rozgotowania
źródło: http://xtraamazingpics.blogspot.com/2010/11/cutest-animals-ever-seen.html






Miłość damsko męska to hormony. A fotki są rozbrajające faktycznie. Takiego kotka to ja kocham serio. Bo nie wymagam od niego tego żeby on mnie kochał. A pomiędzy facetem i babką to jest GRA. Tzn. wtedy gdy nie ma miłości. A jak wiele związków ma prawdziwą miłość?
To akurat już tyle razy rozbijałam na czynniki pierwsze, nie- i wymierne, że tutaj skróciłam, starając się meritum jakoś ładnie przyodziać w słowa
(jak faceci? …tylko my od nich to wymagamy
) wiem po swoim futrzaku
KOCIE, nie facecie…
A koty kochają, na swój sposób, tylko ich miłość dziwnie się objawia
Rozbrajające pyszczki gryzoni to przebiegły zabieg ewolucji. Np. taki rolnik jak już pojmie taką myszkę, co mu tonę żyta wtrąbiła przez zimę, to gdy spojrzy na ten pyszczek od razu morderczy szał ustępuje miejsca czystej miłości. Rolnik zabiera ładnopyszczkowego szkodnika do domu, karmi i głaszcze czule wieczorami. Nie pamięta już o tej tonie żyta.
Nie tylko gryzoni… Ileż to razy mój kot mnie zaatakował i brutalnie pogryzł, a potem miał tak słodką minkę, że nic tylko po główce pogłaskać… Ileż to metrów bieżących tapety w strzępach za pomocą jego pazurków posypało się ze ściany… Ale ta słodka minka i nie pamięta się o działalności destrukcyjnej w stosunku do mieszkania ów szkodnika…