W masce z marzeń
Do tańca poprosił
Tęczówkami z wyobrażeń
Ozdobione szklane miał oczy
Powieki z gipsu
I uśmiech odlany
Rękę do twarzy mojej przytknął
W miejscu przystanął
Niczym figurka z porcelany
.
A orkiestra walca grała
W następnym tangu obiecał prowadzić
Chociaż nie chciałam
Pozwoliłam słowom się zwadzić
.
Minęło pół nocy
Sen dobiegał końca
Inni tancerze ochoczo
Przed wschodem słońca
Do tańca namawiali
Już nawet bez maski
Z prawdziwymi twarzami
Wkupić się chcieli w skromne moje łaski
.
Już kapela gra utwór końcowy
Tango z nutą żałoby
Pan w masce pannę zabawia rozmową
Choć mnie ma za sobą
Już pora na przebudzenie
Ze snu pięknego koszmar
Już słońca budzą mnie promienie
Tymczasem pannę tę poznał
I chwyta mnie znów za rękę
Pani pozwoli
Nie zapomnę więcej
I prowadzi powoli
Lecz zaczepia inne tańczące
Nad parkietem unosi się mgła
Powietrze duszne gorące
W koszmarze znów trwam
.
Pozwól pozwól mi się już obudzić
Nie chcę przespać tych lat
To nie mój sen bym się w nim miała trudzić
Twój smutek orkiestra gra
Nie dam się więcej prowadzić
Gdy wymyślasz kroki
Gubię się w nich i zanim
Zapamiętam twoje te skoki
Zmieniasz scenariusz
Swojej ballady
Przestań już
Mnie w niej obsadzać
