Świt
Drży zmarznięty motyl
Na wiosennym liściu
Przysnął
I cokolwiek będzie po tym
Tajemnicą chociaż jest
Już mydlana marzeń bańka
Słońca palcem uniesiona
W morzu myśli się rozprysła
Nie istnieje
Już nie woła
Nie namawia
Do spoczynku
.
Dzień
Choć pochmurny
To bez deszczu łez
Umysł mądry
Serce durne
Wie już
Czym cierpienie jest
Od złych myśli
Wnet odrywa się
.
Jasną nocą
Księżyc zęby szczerzy
Nie zamyka powiek mi
Widzę
Wierzę
Już mi nie zależy
Nie wart był
Żadnej z chwil
