Szept
wtorek, lis 30 2010
Wiersze
anioł, czas, duch, milczenie, poezja, przemijanie, przeszłość, spokój, szept, ukojenie, widmo, wiersz, Wiersze, życie Agata
10:58 pm
umysł pustoszeje
gdy przygrywa uśmiech
milkną duchy
z przeszłości wywołane
nim wiatr zawieje
nim na rękach czas uśnie
niemy i głuchy
na zawsze już stanie
.
otuli skrzydłem
anioł zaklęty
milczeniem opowie
lecz on tylko jest widmem
ziemskim życiem przeklęty
zniknie
nim prawdy się dowiem
Leave a Response »
Felietony
dom, dzieci, elektryka, felieton, Felietony, gniazdko, gniazo, gołąb, gołębie, kanalizacja, miłość, rodzina, wróble, związek, związki Agata
5:08 pm
Fundamenty są. Zaufanie jest. Zbudujmy dom. W domu musi być kanalizacja, żeby nagromadzone odchody ujście miały i nie zatruwały swym zapaszkiem atmosfery. No i elektryka oczywiście- żeby ciągle iskrzyło, odpowiednio zabezpieczona, by nie było zwarć…
Gołąbki, jakie to urocze. Takie młode, naiwne, gruchające. Ta pierwsza faza, kiedy fenyloetyloamina z najpoważniejszego logika, czy mniej poważnego magika robi kompletnego świra. Piękne. Na dachu, z widokiem rozpostartym na szeroki horyzont mają siebie w garści niczym wróble. Jak na gołębie przystało- na wszystko hm… wypuszczają ze swych ptasich kloak strawiony pokarm.
I gniazdko wić poczynają. Przytulne, przestronne, ciasne- w zależności od funduszy i założeń intercyzy, ale własne. Zaufanie to podstawa, taka fundamentowa ława. Od biedy stopa. Ciężka. I Achillesowa- bo jak się weń zrani, to boleć będzie przy najmniejszym bodźcu.
Ściany. Solidne, murowane. Żeby puścić tam przewody kominowe- gazowe (by się nie zatruć trującymi oparami), spalinowe (gdy zadyma jako taka wybuchnie) i wentylacyjne (na wypadek, gdyby któryś z gołąbków za dużo pary z Dziubka wypuścił). I żeby instalacje odpowiednio poprowadzić. Wod.-kan. Od biedy w stropach (żeby tylko później gadania nie było jedno do drugiego, że nierówno pod sufitem ma). Elektryka- koniecznie w tych ścianach.
Kable- miedziane, solidne. Żeby dobrze przenosiły impulsy elektryczne. I gniazdka, żeby zabezpieczyć przed wszelkimi kopniakami. Z takimi dziurkami, żeby móc bolce wsadzić i się połączyć. I jaką radość z tego czerpać… Światło zapłonęło w ciemną noc. Ups… Żarówka się przepaliła.
Kontakty. Koniecznie. Zabezpieczone, żadnych dziur tym razem. Trzeba utrzymywać elektrownię. A właściwie kontakt z nią. I byle bliższy kontakt, jakikolwiek próby rozebrania takowego kontaktu, dotknięcia wilgotną strukturą i może skończyć się tragicznie. I piórka się posypią po takich elektrowstrząsach.
Dach przecieka. Kapie, krople odbijają się o ptasi móżdżek. Drażni niemiłosiernie to echo. Jeszcze gołąbek nie zdaje sobie sprawy, że to jego ślepota taką pustkę wytworzyła. Dziobie w szybę. W drzwiach kraty. To nie gniazdko! To klatka!
Zadziobią się. Wyrwą z siebie cały puch! Zawieja z piór!
Gniazdko się rozpada. Ktoś z gniazdka wyfruwa. Cóż. Gniazdko trzeba zniszczyć. Przede wszystkim całą tą elektrykę. Najlepiej od razu dynamit pod to i w powietrze z dymem puścić. Po co kuć ściany, jeszcze coś będzie wystawać i kopać niespodziewanie…
To była wersja pesymistyczna. Optymistyczna obejmuje solidne gniazdo, złożenie jaj, wysiadywanie ich. Gołąbek przeistacza się w kurę. Domową kurę. Rosołek co niedziela na obiadek, żeby podgrzać rodzinne ognisko, czasem dorzucić koksu lub dolać oliwy. Codzienność. Młode odchować i pozwolić im wyfrunąć. A samemu, w duecie, doczekać opadnięcia piór.
Leave a Response »
Wielka stopa
poniedziałek, lis 29 2010
Felietony
bałagan, felieton, Felietony, galimatias, kobieta, mężczyzna, porządki, sprzątanie, uczucia, zdrada Agata
2:31 am
Wejdzie to bez pukania, bez powitania, jeszcze butów wcześniej nie wytrze. Pół biedy, jak błoto na podeszwach. Gorzej, jak końcowe produkty przemiany materii i to jeszcze jakiegoś zwierzaka. Co tam zwierzaka! Ludzkie, to dopiero cuchnie… Dzwonek i wycieraczka pełnią funkcję czysto dekoracyjną przecież. I jak miło, że dopiero co się posprzątało po poprzednim gościu w swojej głowie… A nowicjusz chyba zapomniał zrobić ze sobą porządek…
Wchodzi taki brudny delikwent w twoje życie. Śmierdzi obcą babą. Fuj. No nic. Przygarniesz, umyjesz, nakarmisz. Może warto to oswoić? Na wiele pozwalasz.
Łup… Napaskudził w łazience. Grzecznie po nim sprzątasz. Nie jest to przyjemne, ale ciągle łudzisz się, że może któregoś dnia nauczy się jako takiego ładu. W prysznicu kłaki, pół biedy, jeśli tylko jego. Tak, to jeszcze tamtej obcej baby. Nie, wcale jej nie zapraszał do twojego mieszkania. Muszla klozetowa zatkana. Twardo pompujesz przepychaczem, domestos i inne chemikalia… jakoś to zaczyna wyglądać.
Hop! Skok na kuchnię. Opróżnił ci lodówkę. Gary w zlewie nieszczęśliwie i litościwie błagają o umycie. Trudno. Zakasujesz rękawy i sprzątasz. Idziesz na zakupy (jakie to kobiece…), uzupełniasz zapasy. Lecz nie zdążyłaś jeszcze tej czynności, a tutaj…
Napad na sypialnie. To może i całkiem przyjemne. Było fajnie, odwróci się odwłokiem i zasypia. A ty patrzysz na ten ruszający się tył w rytm jego oddechu. Może jak obudzi się, będzie lepiej. Nie, obudził się, poszedł do toalety, potem do lodówki znów… To jeszcze nie najgorszy ze scenariuszów. Obca baba w twoim łóżku. To już przerywa bestialsko wszelkie granice wytrzymałości.
Jakimś cudem jeszcze go nie eksmitowałaś. Musisz odpocząć. Zaglądasz do swojej biblioteczki doświadczeń, a nuż coś tam znajdziesz, jakieś cenne porady, może coś podobnego zdążyło ci się już przez te dwadzieścia parę lat przytrafić. Tymczasem coś cię trafia w najczulsze zakończenia nerwowe. Jeden wielki burdel. Wszystko dookoła porozwalane- tak, zachciało mu się grzebać w twojej przeszłości. Żeby chociaż ślady za sobą zatarł!
Zmarnotrawiona i zrezygnowana otwierasz szafę. Wszystko zwala ci się na głowę. To już przegięcie. Po całej linii. Całej pałki zwanej wytrzymałością. Nawet stal ma określone właściwości i nawet jeśli nerwy masz z tego materiału, mogą w końcu ulec destrukcji.
Wściekła wywalasz wszystkie jego rzeczy przez okno. Na koniec jego. Do tej buraczarni pod twoim blokiem. Błaga, obiecuje, przeprasza… A sio!
Sprzątasz. Zajmuje ci to trochę czasu. Nie wiesz, w co ręce włożyć. Taki galimatias, że tylko usiąść i wzorem małej dziewczynki, która zgubiła ulubioną lalkę, puścić emocje w postaci słonych kropel lekko drażniących cerę (szczególnie niekorzystne, gdy ta jest wrażliwa). Ale w końcu bierzesz się w garść i ogarniasz ten bałagan… Niektóre ślady wymuszają na tobie remont- dziura w panelach, zbita kafelka w łazience… Byleby nie wyburzona ściana- bo ślad może do końca życia pozostać… Dodatkowo, przezornie, wymieniasz zamki w drzwiach. Nie ma włażenia bez pukania. Następnego od razu przez okno…
4 Responses »
Uncategorized
baba, damsko-męskie, facet, felieton, Felietony, kobieta, mężczyzna, psychologia, relacje, stereotypy Agata
10:11 pm
Stereotyp. Bo stereo. Z kilku stron. Bo typ. Konkretny, określony. I bądź tu mądrym monotypem…
Facet- twardy jak przegotowane jajko. Niewzruszony, a nawet, jak ktoś zbije skorupkę, to boziu broń się rozlać, bo zaraz wydmuszką zwać go będą przez lata długie. Pusta powłoczka z dziurką, bo mężczyzna to nie człowiek przecież, ludzkich uczuć okazać nie może. Zaraz z małżem, ślimakiem czy też innym mięczakiem zostanie zidentyfikowany. Albo do pierwotniaków się zakwalifikuje, jako słodki pantofelek lub inne amebopodobne.
Nie może też być pisanką i nadto barwnie wyglądać. Musi odbiegać od reszty samców z królestwa zwierząt. To nie paw, który wabi samice swoim barwnym, bujnym pióropuszem. Ani kogut z okazałym grzebieniem. I też nie jeleń z zachwycającym porożem.
Skorupka musi być dodatkowo zaimpregnowana. Siła, to jest to. Tylko przy tej mocnej impregnacji i braku wzruszenia tam w środku to trochę skisnąć może i zbuk gotowy. Albo zbok (zboczenie na punkcie imaginacji swojej męskości). Ale co tam- twarda, wyrzeźbiona skorupka przecież takie wrażenie robi…
Kobieta. Tu dopiero można się popastwić! Wydmuszka, z której wszystko wycieka. Niezdara, koniecznie we wzorki rodem z koszyczka wielkanocnego. Nieprzystosowana do samodzielnej egzystencji, kaleka życiowa. No i baran ścisły. Liczyć nie potrafi, zwłaszcza na siebie, toteż na męskie barki swe problemy zwalać winna. A mężczyzna, jako że twarde jajo, nie dopuszcza ich do siebie… I omlet gotowy…
Nie należy także zapominać o niezwykle ważnym odkryciu naukowców- żółtko w jajku żeńskim jest mniejszych rozmiarów od tego w tym męskim. Pożywka dla filozofów, jakże potrzebnych nam na tym świecie i kształconych w zadziwiających ilościach na Wyższych Szkołach Cyrkowych (szkoda, że na politechniki nie ma tylu chętnych). Żeby rozprawiać się na temat różnic damsko- męskich. Żeby dorabiać tyły i dodatkowe, do niczego niepotrzebne kończyny do istniejących teorii i archetypów.
Mężczyzna winien być prosty. Prosto myślący, praktyczny. Kobieta- istota skomplikowana, nigdy nie mówiąca wprost. Jeśli te cechy ulegną zamianie, to automatycznie społeczeństwo przypisuje takiemu osobnikowi odmienną orientację seksualną od większości populacji.
Ruch feministyczny- z jednej strony ma swoją rację bytu. Kobiety mają swoje prawa. Ale tak naprawdę dzisiaj nie trzeba tego manifestować- wystarczy robić swoje, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Jasne, że w grupie zawsze łatwiej i przyjemniej, ale silna osobowość i bez tego się wybije.
Psycholodzy zbijają fortuny na publikacjach o postępowaniu z płcią przeciwną. Utwierdzają w błędnych stereotypach. Żerują na ludzkiej naiwności.
Jesteśmy z tej samej gliny. Tylko na jakimś etapie ewolucyjnym przeszliśmy konkretne pranie mózgu. Facet ma prawo lubić gotować, chodzić na zakupy, dobrze wyglądać. Kobieta ma prawo pracować na budowie, naprawiać gniazdka elektryczne i jeździć samochodem. Ma też prawo ocierać łzy mężczyźnie- bo to nie jest oznaką słabości. Przeciwnie- siły, że potrafi przyznać się, że jest tylko człowiekiem…
One Response »
Barbie
niedziela, lis 28 2010
Felietony
barbie, felieton, Felietony, Hitler, Ken, lalka, moda, plastik Agata
1:59 pm
Wysoka, smukła, idealne włosy, mocny make-up, permanentny uśmiech na plastikowej twarzy, ograniczone ruchy kończyn i pustka powietrzna w środku. Pierwotnie blond czupryna, wielkie, błękitne gały- rasa uprzywilejowana, Hitler takową sobie upodobał. Ideał kobiecego piękna pięciolatek. I nie tylko…
Plastikowe pazurki (o, przepraszam, akrylowe, żelowe i szklane- takie cuda nakłada się dziś na opuszki palców). Tynk na twarz, by ukryć niedoskonałości cery. Trochę szpachli w postaci korektora na ubytki i przybytki, można nakładać tapetę. Podczas dnia systematycznie ją doklejać, w razie, gdyby jakiś kawałek zaczął niefortunnie gdzieś odstawać.
Czym szafa bogata… Barbie to taki miniaturowy manekin. W zasadzie nic innego z nią nie można zrobić, tylko ubierać i przebierać. A, przepraszam, można jej zdjąć głowę, ręce i nogi. Kiedyś z ciekawości rozłożyłam na części pierwsze… Ale złożyć to też można. Prosta anatomia bez osobowości. Grunt, żeby wszystko na niej dobrze wyglądało. Jeden rozmiar przez całe życie.
Proporcje idealne- talia osy, smukłe uda, wielkie wypukłości na klatce piersiowej. Jak ten ideał przenieść w świat krwi i kości? Hm… Silikon. Taaa, bardzo w modzie. I talia osy. Łup! Że się Ken o żebra nie obija… I ta przyjemność, chwycić kobietę w sytuacji intymnej i zahaczyć o kości. Co tam siniaki… (to nie moje spostrzeżenie, tylko kumpli, których o zdanie pytałam!).
Róż. Bo dziewczęco znaczy różowo. Co tam, że ileś dekad temu dziewczynki przyodziewano w kolor błękitny, a chłopców w czerwony (notabene: ta moda wypłynęła z Biblii: błękit- kolor szaty Maryji, czerwień- wdzianko Chrystusa, a że ludzie niegdyś religijni zwykli być i manifestować to w sposób inny, niż broniąc krzyża i nakładając berety z puchatego moheru…) . Ale trzeba iść z duchem czasu- dziewczynka ma być różowa. Ok. Dziewczynka- ale nie, do cholery, kobieta! Jakby chciała chmarę pedofili za sobą pociągnąć!
Główna misja życiowa Barbie: wyglądać dobrze i uwieść Kena. Takie sztuczne uwodzenie. Bo jak tu cokolwiek skonsumować, jak Ken wyposażony w te same części ciała, co i jego plastikowa partnerka (wyłączając piersi)? Facet bez jaj. Krótko, zwięźle i na temat.
8 Responses »
Felietony
cel, cele, denat, droga, felieton, Felietony, nieboszczyk, próba, próbowanie, szczęście, trup, wyznaczanie celów Agata
7:47 pm
Cel uświęca środki. A w środku trup jak długi leży i bynajmniej ma coś w sobie ze świętego. Ani aureoli, ani skrzydeł, a pióra się posypały…
Do celu można dążyć, iść, jechać, lecieć, rzucać, a przede wszystkim celować. To taki środek tarczy, Wystarczy tę tarczę widzieć. I odpowiednie lotki mieć. Gorzej, jeśli ma się zeza, a zaburzenie ustawienia mentalnych gałek ocznych jakby coraz powszechniejsze…
Cel wyznaczony, teraz mapa możliwości, wypadało by trasę ustalić. Do celu prowadzi wiele dróg, jednakże nie każda będzie odpowiednia. A to nawierzchnia zjechana, a to dziury, a to drzewo na środku. Cokolwiek by to nie było, zawsze stanowić będzie jakąś przeszkodę. Niekoniecznie do przeskoczenia- w drzewo można palnąć i trup na miejscu. I nie istotne, czy kierowca, czy pasażer- ofiara diabłu z duszą złożona.
Przed drogą do celu należy sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, czy nie zabraknie paliwa, a jeśli będzie to dłuższa podróż, należy obrać drogę, przy której znajdować się będą stacje benzynowe. Taki mały przegląd techniczny swoich możliwości. Żeby to nie była wycieczka z motyką na księżyc czy jakieś inne ciało kosmiczne.
Dobrze, jeśli cel jest wyraźny. Jego dobrze zarysowane kontury nie pozwalają o nim zapomnieć, stanowiąc dodatkową motywację. A cel wymaga poświęceń. Warto przynajmniej sprawdzić, czy jest ich wart. Bo czasami u kresu drogi można resztkami sił dotknąć szczytu góry już jako denat.
Próbować zawsze warto. Człowiek ma to do siebie, że zmienia swoje cele i zawsze może zawrócić. Nie ma co na siłę, chyba, że naprawdę jest o co walczyć. Ale czasem walka przynosi tyle ofiar, że delikwent takowy staje się Pyrrusem. Osiągnięcie celu nie cieszy.
Czasami osiągnięty cel sprawia nie lada frajdę. I można przy nim trwać. Można również wyznaczyć sobie nowy. Nic nie jest wieczne. Ale co szkodzi? …
Leave a Response »
Felietony
autostrada, droga, felieton, Felietony, filozofia, prawo jazdy, psychologia, wyścig, wyścig szczurów, życie Agata
4:52 pm
Prosta- gazu! Zmienić bieg, przyspieszyć! Taaa… Patrz przed siebie, w lusterkach obraz znika się i zmienia… Szybko zapomnisz, co było chwilę temu… Zresztą, kiedy masz się zastanawiać? Przy tym tempie trzeba być szczególnie czujnym.
Początki zawsze są trudne. A jeśli nie, to i tak trzeba zachować szczególną ostrożność. Poznać przepisy rządzące tym światem, uczyć się, jak je omijać albo modyfikować dla własnych potrzeb. Trzeba ostrożnie, nie ma co się rozpędzać. Niektórych zakazów i nakazów nie da się ominąć. Po prostu kolizja gotowa. Ale zawsze można zawrócić i objąć inną drogę. Tyle jest przecież tras…
Żeby dostać się na autostradę, trzeba przebić się przez miasto, niekiedy postać w korkach, wtopić się w szarą masę tłumu. Wkraczasz między wrony- kracz jak i one. Co z tego, że jesteś orłem? Na początek najrozsądniej jest pokrakać trochę. Jak za szybko rozwiniesz skrzydła- zadziobią. A na pewno boleśnie powbijają dzioby w prywatność.
Poza miastem. Już trochę lepiej. Można powoli dodawać gazu. Jest już namiastka tej wolności. Jest coś innego. Czasem tylko zagubiona dusza, kierowca niedzielny, wyjechało to, by sprawdzić, jak tam może być. Albo zapragnęło rozwinąć wronie skrzydełka i udaje, że jest młodym orłem.
Uwaga na dzikie zwierzęta, zwłaszcza dla świeżaka. Dryfujesz między obcymi terenami. Niby na swojej drodze jest, ale to już nieco szerszy horyzonty i nowe niebezpieczeństwa. Drogi nie zawsze prawidłowo oznakowane. Kierunkowskazy gdzieniegdzie trochę jak w Czechach- niby są, ale w ostatniej chwili i tak naprawdę nie wiadomo dokąd.
Czasem dziury, można coś sobie urwać. Ała. Patrzeć to nawet połowiczną częścią zewnętrzną bioder trzeba. I ta nieszczęsna pogoda- niekoniecznie na twą korzyść.
Jest! Po wielu zakrętach, zjazdach i wyjazdach, górkach, śliskich nawierzchniach- ona. Autostrada! Nooo… To wreszcie można się rozpędzić na całego i… wziąć udział w tym wyścigu szczurów… Ale to dobry trening. Żeby nie zgubić tempa, wyjazdy też nie za często, więc trzeba ostro brać się do roboty.
Każda autostrada dokądś prowadzi. Do nieba, do piekła, na własną drogę. A na własnej drodze (czy to bawisz się w drogowca, jeśli masz na to czas, czy też ją nabywasz)- wolność Tomku w swoim domku!
Leave a Response »
Wiersze
deszcz, kałuża, poezja, radość, smutek, szczęście, słońce, tęcza, wiersz, Wiersze, woda, łzy Agata
12:40 am
Kiedyś mnie zobaczysz
Rozpostartą w barwach
Na deszczowym niebie
Tyle co te strugi wody znaczę
Na ulicy zadra
W niej kałuża
Widzę siebie
W tafli z kropel łez wylanych
Obraz się wynurza
.
Kiedyś mnie zobaczysz
Na wiosennym liściu
Dzisiaj nic nie znaczę
Jak i to co ze mną przyszło
.
Kiedyś mnie zobaczysz
W stronę słońca będę szła
Ja wybaczę
Ty wybaczysz
Moja droga już nie ta
Leave a Response »
Nie widzą
sobota, lis 27 2010
Wiersze
dusza, oczy, poezja, prawda, rosa, wiersz, Wiersze, ślepota Agata
12:10 am
Widzą siłę
Bo tak chcę
Niech nie wiedzą
Że to szczątki już są jej
.
Widzą radość i zdumienie
Życie barwne jak wiosenny kwiat
Słońce zrzuca tu promienie
Ubarwiając świat
.
Widzą łzy
Lecz to szczęście tak topnieje
I tak będą dalej śnić
Wyobrażeń będę ich złodziejem
.
Druga twarz
Wciąż ukryta
Czasem gdzieś spogląda z boku
Pierwszy raz
Spod kontroli się wymyka
I ucieka w tym natłoku
Pogmatwanych myśli
Ktoś mnie zmyślił
.
Ktoś spogląda na powieki
Lecz nie widzi źrenic
A na rzęsach rosa
Pośród wspomnień błyszczy się i mieni
Na dnie duszy gorzki osad
Leave a Response »
Felietony
felieton, Felietony, filozofia, popyt, psychologia, sprzedaż, szczęście Agata
3:20 pm
Niegdyś kartki na mięso, dzisiaj na szczęście. Popyt jest. I żeby było śmieszniej- wszystko wskazuje na to, że jest to popyt efektywny. Niby posiada się wszystko, niby ma się środki do nabycia… Tylko- co właściwie nabywać? Pólki świecą pustkami, a w kieszeniach węże…
Wszystko jest na sprzedaż. Pół biedy, kiedy sprzedajemy swoją duszę diabłu. Gorzej, jeśli oddajemy ją za darmo, albo- co gorsza, jeszcze dopłacamy do tego interesu z tombaku.
Popyt na szczęście ma charakter sztywny. Jesteśmy zapłacić praktycznie każdą cenę, bez względu na jej wysokość, aby tylko je nabyć. Szczęście w założeniu powinno posiadać dożywotni termin ważności, takową również mieć gwarancję i zapasowe części wymienne. Dodatkowo winno być płodne, by rozmnażać swe uroki. Made In China nie wchodzi w rachubę. Chyba, że chińska porcelana- ale jest zbyt krucha przeto, aby próbę czasu przetrwać.
Może to strach przed szczęściem czyni ten towar tak trudno dostępnym. Może mimo wszystko cena jest za wysoka. Łatwiej zamknąć oczy, schować portfel do kieszeni. A na szczęście są talony. Są losy na loterii. Są bony… A szczęście, choć tak piękne i kuszące, z powodu braku zainteresowania trafia na coraz wyższe półki. A potem może być już za wysoko. I się zakurzyć…
Ludzie zwykli zadowalać się podróbkami, zgodnie z zasadą jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Nie robią nic w kierunku potencjalnej zmiany. Wolą oryginalne rzeczy materialne od prawdziwych doznań emocjonalnych. A przecież to emocje tworzą wspomnienia, nie kilka szmatek z metką… Wspomnień się nie wyrzuci do kosza, nie odda na PCK. Wspomnienia zostają tylko w owalnej części ciała ich właściciela, gdzie rozgrywają się wszystkie batalie. O nich można opowiadać, można je pokazywać na fotografiach- ale ofiarować ich nikomu się nie da.
Szczęście nie jest materialne. Szczęścia się nie kupi ot tak. Na szczęście wcale nie trzeba sobie zapracować. Trzeba je tylko rozpoznać w odpowiednim czasie, przygarnąć i się nim zaopiekować
Leave a Response »
Felietony
auto, droga, felieton, Felietony, filozofia, motoryzacja, prawko, prawo jazdy, psychologia, samochód, życie Agata
1:53 pm
Siedzisko ustawione, lusterka przygotowane na obserwację z różnych stron, aby nic nie zaskoczyło w ostatnim momencie, pasy zabezpieczają skórzany worek z kośćmi i mięsem uformowany w homo sapiens. No to odpalamy, pierwszy bieg, ręczny w dół, rozejrzeć się i… WIO! W drogę!
Byle nie za szybko sprzęgło puścić. Falstart. Chciałoby się wszystko od razu. A tak dobrze to nie ma… Musi być jakaś asekuracja. Organizm jest naturalnie wyposażony w system immunologiczny. Jak samochód. W czasie gorączki nie da się ruszyć z kopyta, mechanizm się krztusi.
Drugi bieg. Można sobie na zabawę pozwolić. Mocny silnik i układ nerwowy przy okazji, depnięcie, tak do końca, na całego… noga z gazu… i dawaj do końca! Ten, co tak namiętnie gaz trzyma od samego początku znika w lusterku… Baj, baj, maszkaro! Jak tak będziesz cisnął, to ci pod górkę auto zdechnie.
Trzeba energooszczędnie. Żeby jak najmniej paliwa spalić. I regularnie się tankować (nie mylić z tankowaniem studenckim, tudzież wzmożonym w miejscach zamieszkania zbiorowego, jak akademiki). Bo nie daj boziu, pod górkę zabraknie… Oj, kiepska sprawa. Albo gdzieś na odludziu. Kanister i szukać najbliższej stacji i ukojenia.
Pod górkę, ciężko, ciężko… Ale daje radę. Najgorsze jest ruszanie. W sumie, osobiście takowe najbardziej lubię- tak spektakularnie wydrzeć z ręcznego. A potem już tylko z górki… Co najwyżej czasem po hamulcu, żeby gdzieś na czyimś tyłku nie skończyć, co wiążę się z poważnym ryzykiem katastrofy. Nie każde zbliżenie jest zdrowe…
Błotkiem rzucać ktoś w nas może. Kubeł zimnej wody wylać. No, ale od czego są wycieraczki? Ewentualnie trochę płynu do spryskiwaczy i już jasny widok mamy. A że sobie popluje… Jego problem. Myć trzeba, czasem po porostu częściej…
Jak ktoś zwalania przed nogami, wyprzedzić trzeba. Uwaga na wariatów z naprzeciwka- czołówka nic miłego. Niektórych ominąć szerokim łukiem. A z niektórymi tylko się mijamy, czasem tylko jakiś sygnał sobie dajemy, że może jakiś groźny piesek za rogiem albo inne niebezpieczeństwo. Totalnie neutralne relacje interpersonalne.
No i znaki. Gdzież byśmy bez nich zawędrowali? Cenne uwagi, czasami jak byk przed nosem. A byka się nie rozwściecza. Trzeba za znakami podążać. Czasem tak bywa, że ktoś usilnie daje znak, a kierowca swojego życia ślepy jak sowa w biały dzień… A potem ma. O.
Na zakrętach życiowych zaleca się zdjąć nogę z gazu- zbyt duże jest ryzyko wpadnięcia w poślizg. No, chyba, że ktoś lubi adrenalinę i jak najszybciej chce wyjechać na prostą
Przejazd na czerwonym świetle oczywiście daje moc adrenaliny, przekracza się ogólnie ustalone normy, ale skandal czasami potrafi zniszczyć życie. Ale bywa, że jakiś opóźniony baran stoi na zielonym. I blokuje resztę ruchu…
Cel- bo każdy go ma. Po dotarciu zaparkować, wyjść, pooddychać. Zachwycić się. Ustanowić sobie nowy cel. I w drogę…
A, i najważniejsze- przed jakąkolwiek jazdą trzeba się co nieco podszkolić. Zrobić sobie taki mały kurs. Jak to powiadają- trening czyni mistrza. A życie przeegzaminuje już samo…
Leave a Response »
Minione
piątek, lis 26 2010
Wiersze
chwila, marzenie, miłość, przeszłość, sen, sny, wiersz, Wiersze, wyobrażenie Agata
2:47 am
Nie żałuję żadnej z chwil
Ogień w sercu wciąż się tli
W niespokojnym śnie
Pogrążałam się
Coraz głębiej
I w otchłani myśli ciemniej
Zanurzałam się w wspomnieniach
Z poprzedniego życia
Choć nie widzę cię
Choć marzenie już bezbarwne jest
Obraz zamazuje się i zmienia
Już niepamięć chwyta
W zimne dłonie
Umysł płonie
Ogień myśli konsumuje
Bez wyobrażenia z błędem
Świat na nowo dziś buduję
Leave a Response »
Rok
czwartek, lis 25 2010
Felietony
cykl, człowiek, felieton, Felietony, filozofia, jesień, lato, pory roku, psychologia, wiosna, zima, życie Agata
10:55 pm
Rok
Wiosna, lato, jesień, zima… O tak, pamiętam, jak się w przedszkolu to wymawiało i jaka dumna byłam, że znałam to (i miesiące) jeszcze przed wszystkimi dzieciakami z grupy. W naturze nic się nie zatrzymuje, wszystko zatacza koło, jest jasno określonym cyklem…
Na wiosnę wszystko się budzi do życia. Świat ma jeszcze lekko zapuchnięte oczy, jak niedźwiedź po zimowym śnie, wory pod nimi i śpiochy w kącikach. Pierwsze promienie słoneczne dają po oczach tak trochę, jakby się na kacu było. Rośliny wypuszczają pierwsze pąki, matki dzieci ze swych łon (te, które jesienna chandra dopadła). Taki dzieciaczek budzi się ze swojego pierwszego zimowego snu. Najważniejsze, by nie nastąpiło to przedwcześnie- przymrozki nie tylko dla roślin groźne. Mogą przytrzymać rozwój, czasami na stałe. Za późno też nie zdrowo- można przespać pewien etap rozwoju i ciężko będzie się w otoczenie wpasować, a już tym bardziej je dogonić. Grunt, to wpasować się w odpowiednią pogodę. A to zgoła trudne, bowiem-jak wszem i wobec wiadomo- pogoda jak kobieta w ciąży- hormony strzelają jak wiosenne pioruny.
Wiosna to piękny okres. W większości przypadków oczywiście. Znowu uzależnienie od czynników atmosferycznych. Istotne, w jakiej atmosferze się dorasta.
Wczesne lat. W sumie to jeszcze późna wiosna. Okres dojrzewania zielonych owoców. Płatki ochronne z kwiatków już pospadały, a ta zieleń to tak różnie się rumieni. Do niektórych słońce dociera nieco później. I pierwsze wyładowania atmosferyczne. Bunt na zamianę pory roku. Parówa, że wytrzymać ciężko. Bum! A potem chwila spokoju- do następnego zagęszczenia się powietrza…
Lato, lato, lato czeka! Razem z latem… pełen wypas nowych możliwości, szerokie horyzonty… Ta dam! Oto wiek młodzieńczy! Wiek, w którym jeszcze bez większych konsekwencji można popełniać błędy, próbować, pucować te owoce na słońcu przygrzane… Pogoda zazwyczaj (znowu…) skłania do uniesień i szybowania w chmurach- jeśli takowe są. Ale co tam, nawet jeśli ich nie ma- iść, ciągle iść, w stronę słońca.
Pod koniec lata owoce wypuszczają z siebie swoje nasiona. Nie od razu zakiełkują, ale coś z tego wyjdzie. W większości przypadków, oczywiście.
Jesienią, jesienią, sady się rumienią… Ze złości, ze latorośle mają swoją wiosnę. Albo- co gorsza- wczesne lato. Dają popalić, że aż liście czerwienieją. Ale to piękne takie. Czasem jakiś przymrozek, bo to przekwita kwiat życia powoli. Jesień może być piękna, złota- na ogół czegoś człowiek się dorabia właśnie w tej jesieni życia. Ale może też być deszczowa, pochmurna i ponura. Może dopaść jesienna depresja…
Pierwszy śnieg ukoi. Przyprószy włosy, twarz pomarszczy się pod wpływem chłodu z dworu. Ale jakie to radosne! Wnuki na sanki, ciepły piecyk, druty, szydełka, bajki na dobranoc. Takie przygotowanie się do ponownej wiosny. A im dalej zimy, tym człowiek jakby bardziej wiosnę czuł…
I tu moja główna łamigłówka: jeśli człowiek jest tak powiązany z naturą, to co dzieje się po tej zimie? Reinkarnacja, czy jaka cholera?!…
Leave a Response »
Felietony
człowiek, felieton, Felietony, natura, ocena, pozory, psychologia, sarkazm, zachowanie Agata
9:56 pm
Pozor vlak! Głoszą czeskie hasła przed przejazdami kolejowymi. Ano pozor, pozor… Ale przede wszystkim na pozory…
Uśmiechnięty człek, sympatyczny taki na pierwszy rzut gałki w oczodole. Ząbki suszy, miły, zabawny. Taaa, pierwsze 30 sekund jest decydujące, jeśli chodzi o tak powszechnie zwane pierwsze wrażenie. No, naukowcy tak przynajmniej twierdzą. Może i coś tam rusza, że coś może być sztucznego, ale przecież możliwe to być nie może! Ten uśmiech taki serdeczny… A może szyderczy? Nie, nie. Logika, nie emocje. Emocje- intuicja- są be. Logika to a, a w kolejności alfabetycznej iść należy.
Pyk! Szpila w bok. Akurat w nerw trafiła. Nie, nie, skądże. Przecież to takie sympatyczne, uśmiechnięte. To przypadek. Na pewno były jakieś inne czynniki zewnętrzne, na pewno ktoś mu igłę, szpilkę, czy czym tam te rany kłute zadaje, w łapkę upchnął i niechcący wyrzucając w ciebie trafiło. Tak, przypadek.
Łup. Kubeł zimnej wody na część ciała, gdzie tułów się kończy. Och, po prostu ciężki był, nie mógł dłużej go unieść. Akurat tak na ciebie to spadło i się wylało. Niechcący, naprawdę. Nie przejmuj się, dalej bądź miły. Przecież to taki sympatyczny człowiek dla każdego… oprócz ciebie. Ale ty jeszcze tego nie widzisz. Nie martw się, w końcu zobaczysz.
Zdołowany, zmarnotrawiony. Gbur. Pewnie taki styl życia, że widzieć go nikt nie chce. Hm, że może nie ma ochoty kogoś widzieć w tym momencie? Ale to już drugi raz taki skwaszony. Moment nie może przeto w czasie aż tak rozciągnięty być. Coś mu się stało? A gdzie tam, takie bywanie cytrynowe.
Nie, to kobieta. Humorki ma, ot co. Pewnie okres albo jaka inna kobieca przypadłość. Cycki rosną, coś w tym stylu… No, a co może kobietę boleć?
A tam uczucia. Kobieta nie ma uczuć- mężczyzna rzecze. Mężczyzna nie ma uczuć- prawi kobieta. Dawaj, dawaj! Owijamy się w te stereotypy, jak gąsienica w kokon. Na pewno kiedyś piękny motyl z tego będzie, nie ma co… Jakiś mutant niedorozwinięty, bo za mocno ta koroniasta pieluszka przycisnęła.
Raz widziałeś, to już wiesz na pewno. Inaczej przecież być nie może. Raz i koniec. Nic się przecież nie zmienia. Człowiek przecież wcale nie związany z naturą. Stoi w miejscu…
Leave a Response »
Felietony
felieton, Felietony, internet, refleksja, refleksje, sieć, wirtualny, wirtualny świat, świat Agata
3:13 pm
Wirtualny świat cz.2
Gdzie mieszkasz? www.tutaj-coś-tam.pl . Data przyjścia na świat? Zalogowany w zeszłym miesiącu. Status: dostępny.
CUN. Centralny układ nerwowy. Płyta główna, taki mózg, pamięć HD, zwana także pamięcią długotrwałą. Pamięć RAM- ta krótkotrwała. Skopiuj. Wklej. Zapisz. Wykasuj… Nie, to już nie jest takie proste. System zawsze idzie odzyskać. Zawsze coś tam siedzi jak jakiś wirus.
Natłok informacji. Jedna, druga, trzecia. Nie ma co się zastanawiać nad jakąkolwiek. Ale jakaś może sama o sobie przypominać. Wirus. Antywirus i po sprawie. A nie, tego nie ma akurat w bazie definicji wirusów…
Trojan. Ukryty. Śledzi. Miesza. Taki wirus HIV. Z tą różnicą, że i na niego jest lekarstwo. Ale- jak w życiu- wirus ma to do siebie, że się modyfikuje i wraca ze zdwojoną siłą, mutant.
Tak, świat idzie do przodu. Język obcy to podstawa. Przede wszystkim HTML, jest taki międzynarodowy i wszędzie się nim dogada. Ale zapewne w CV zrobi wrażenie także C++, JAVA, PHP…
Organizm musi się czymś żywić. Wysyłajmy sobie czekoladki, cukierki i inne smakołyki. Jakkolwiek to spożytkować…
Tak, tak, system emocjonalny i tutaj nie nawala. Postaw dwukropek, przy nim gwiazdkę. Albo nie. To takie infantylne. Zdecydowane bardziej poważnie będzie wyglądać ostry nawias, znak mniejszości i liczba 3 przy nim. Tak. Oznaka prawdziwego, dojrzałego uczucia.
Podróże w nieznane. Wystarczy odpalić Google Earth i można zawędrować, gdzie tylko dusza zapragnie. Nawet na księżyc i na Marsa, zobaczyć, jak sobie tam płeć męska egzystuje…
Lek. Lek na nieśmiałość. Lek na samotność. Samotność w sieci… I wpadamy w sieć pułapek, nakręcamy tą pieprzoną samotność…
Tutaj nie ma grawitacji. Jak we śnie. Tutaj każdy może robić co chce. Jak w świadomym śnie. Każdy może być kim tylko zamarzy. Ale z każdego snu trzeba się wybudzić. Albo pozostać w stanie śpiączki do końca życia…
Od dziecka rozróżniałam dwie rzeczywistości. Realną, czyli taką w której chodzę, jem, rysuję, spotykam się z przyjaciółmi i taką osobistą, znaczy się tę, w której pracuje tylko mój umysł. Świat z kopyta ruszył do przodu, a rzeczywistość wirtualna wyszła poza sen…
Leave a Response »
Śnieg
środa, lis 24 2010
Wiersze
cierpienie, cisza, poezja, radość, szczęście, uczucia, uśmiech, wiersz, Wiersze, zima, śnieg Agata
5:19 pm
Spadł pierwszy śnieg
Życie zmieniło swój bieg
Świat usypia przykryty
W puchu białym marzenia ukryte
.
Cisza już nie zabija
Godzina szczęścia wybija
Na tarczy egzystowania
Wskazówka przystała
Godzinę przysłania
.
Wszystko się zmieni
Lecz nie blask promieni
Odbiją się od śniegu
Lecz nie zaniechają z nieba biegu
.
Wąsy zegara w zimowej ciszy
Gdy dusza smutku nie słyszy
Zwalniają w uśmiechu grymasie
Już po cierpienia czasie
Leave a Response »
Felietony
cywilizacja, emocje, facebook, felieton, Felietony, internet, nasza klasa, psychologia, refleksja, refleksje, społeczność, twitter, wirtualny świat, łącze, świat Agata
5:18 am
Zamiast kontaktu wzrokowego- kontakt dotykowy. Z klawiaturą. Jasne, że wzrokowy też musi być- jakiż to ładunek emocjonalny mają te literki, gdy je mózg złoży i informacja dotrze…
Brak intonacji. Nie używasz emotikonek- jak to słusznie zauważył jeden z demotywujących na demotywatory.pl- to już jesteś obrażony. W świecie rzeczywistym, a jakże, przecież co chwilę pokazuje się język swojemu rozmówcy. I oczka puszcza, i ząbki suszy… Niby przekaz werbalny jest. Ale tylko taki. A przecież około 80% komunikatu to komunikacja niewerbalna.
Społeczność internetowa. Wirtualny świat. Nawet zwierzęta wirtualne można hodować. Szkoda, że organizmowi nie wystarczą do funkcjonowania wirtualne czekoladki i żołądek nie jest w stanie ich przetrawić. Co tam żołądek! Jak to do ust wepchnąć i posmakować?
Dwukropek i gwiazdka- dzisiejszy sposób wyrażania pozytywnych uczuć. Uśmiech na dzień dobry, taki realny, powoli odchodzi do średniowiecza. Kwiatek? Po co gonić do kwiaciarni, skoro można za tą samą cenę wysłać na naszej- klasie. Też się baba ucieszy… Powącha, wstawi do wazonika…
I niech wszyscy wiedzą! Oto obwieśćmy, że jesteśmy razem. I niech wszyscy wiedzą, teraz jesteśmy skomplikowani. I niech wszyscy wiedzą, że teraz otwarci… na nowe propozycje. A za dziesięć lat dziecko spyta: Mamusiu… A jak poznałaś tatusia?, Na facebooku, skarbie…
Wszystko staje się na pokaz. Wirtualny pokaz. Trzeba wszystko pokazać, uzewnętrznić.
Granica między światem realnym a wirtualnym zaciera się, staje się coraz mniej wyraźna. Łatwo się zatracić i pomylić rzeczywistości- w której tak naprawdę się żyje.
Neuron ludzki to nie łącze internetowe, komórki mózgowe to nie bity, krew to nie połączenie…
W jakim kierunku idzie ten świat? Wirtualne buziaczki, prezenty, cyberseks nawet… Podaj powód, dla którego dezaktywujesz konto? A kogo to obchodzi? Czysta MANIPULACJA.
Łatwo wykorzystać dzisiaj ludzką naiwność, szerzącą się samotność… Tak łatwo grać na emocjach, bo one takie bezdotykowe są… Założyciele portali społecznościowych niedługo staną na równi z guru sekty… Podobne działanie- tyle, że w tym przypadku ludzie sami wpadają w pułapkę, nie trzeba im wody z mózgu robić… Sami sobie to robią…
Nie rozumiem, jak mogłam być aż tak durna, żeby się dać wciągnąć w ten światek… Bo wszyscy tak robią? Może… Ja już nigdy nie będę. Nie chcę żyć w takim świecie… Ku mojej radości jestem z krwi i kości, nie jestem napisana ani html-em, ani c++, ani żadnym innym sztucznym językiem…
Cywilizacja wcale nie idzie w dobrym kierunku…
6 Responses »
Świt
wtorek, lis 23 2010
Wiersze
poezja, radość, szczęście, wiersz, Wiersze Agata
4:51 am
wstaje świt
życia zaczyna się dzień
na łąkach marzeń będę żyć
znika nocny cień
.
budzi mnie poranny blask
sen zły zbyt długo już trwał
jak dziecko widząc świat pierwszy raz
zachwycam się
on będzie mnie miał
w swych ziemskich ramionach
w rytm jego duszy
drogę przemierzę
strach swój pokonam
.
słońce już chwyta złotymi nićmi
ociepla przymarznięte w noc zimową serce
unosi lekko z wiosennymi motylami
już nie pozwoli mi czekać więcej
.
Leave a Response »
Wiersze
miłość, poezja, wiersz, Wiersze, wspomnienia, wspomnienie Agata
3:39 am
Nie myśl więcej o mych oczach
Nie spoglądaj nigdy w nie
I nie próbuj iść też za mną
Odejść już na zawsze chcę
.
Jeśli kiedyś cię obudzi
Głosu mego dźwięk
Niech twój umysł się nie trudzi
To był tylko sen
.
Nie dotykaj moich dłoni
Na nich noża blady ślad
I nie głaskaj po mej skroni
Jakbyś z nieba właśnie spadł
.
I nie próbuj mnie pokochać
Bo to wejście jest w mój świat
A ja siedzę w przodków prochach
Już na zawsze we mnie ich jest ślad
Leave a Response »
Niepogoda
niedziela, lis 21 2010
Felietony
człowiek, deszcz, felieton, Felietony, metafora, niepogoda, pogoda, psychologia, słońce, zachowanie, śnieg Agata
10:52 pm
Powiadają, iż kobieta zmienną jest jak pogoda. Z moich osobistych obserwacji wynika, że mężczyźni wcale nie są lepsi (i te wielkie różnice damsko-męskie naukowcy w większości mogliby sobie wsadzić…), ale nie ten temat poruszam…
Słońce. Wszystko pod wpływem jego ciepłych i jasnych promieni zdaje się być takie klarowne. Te podłużne strużki światła odbijają się od błyszczących powierzchni, uwydatniając ich piękno (a czasem i oślepiając…). Więcej słońca. Skóra delikatnie brązowieje, tuszując niedoskonałości na ciele. Jeszcze więcej słońca. O-oł. Już nie jest tak przyjemnie ciepło. Jest gorąco. Wraz z potem wychodzą z organizmu zaskórniaki i inne bolączki, przydałby się kubeł zimnej wody. Parzy, a poparzenia bywają naprawdę destrukcyjne. Unosi się kurz, osiadając się na tym pięknym błyszczącym czymś. Ups… Już nie jest takie urocze. Teraz to, co wydawało się takie piękne i koiło, teraz staje się śmiertelnie niebezpieczne.
Pochmurno, smutno, niewyraźnie. Niby szczęście jest tak blisko, ale jednak go nie widać zza tych chmur. Przysłaniają jego blask. Czuć jego ciepło, ale jest poza zasięgiem wzroku. Oczy widzą tylko tę szarość i nijakość.
Atmosfera się zagęszcza. Parno, nie ma czym oddychać. Niby każdy wie, o co chodzi, jednak panuje ogólne milczenie. Fala emocji się wzbiera, bam! wybucha. Piorun rani do żywego. Huczą ostre słowa, leją się łzy jak z cebra. Mieszanka tlenu, azotu, wodoru i innych pierwiastków z nagła traci na gęstości. Przejaśnia się i rozjaśnia, co za ulga. Gdzieś nieopodal zza chmur wygląda nieśmiało słońce. Oświetla te kapiące smutno i intensywnie krople, nadając im przepiękne barwy. Rzadki, rześki gaz dociera do zmęczonych płuc.
Mgła. Niby wszystko dookoła jest, niby namacalne, a jednak niewidoczne. Łatwo zabłądzić. Łatwo się pomylić. Łatwo chwycić nie tą dłoń, która poprowadzi nie w tym kierunku…
Zawieja, śnieg. Zimno, przymarza i zamarza wszystko dookoła. Ślisko- jakże łatwo się przewrócić i przejechać na obolałej już, przepołowionej części ciała pod plecami. A boli niemiłosiernie. Przydałby się jakiś promyczek nadziei, żeby to oświetlić i ogrzać. Ale… Jakie to piękne. I niebezpieczne. Ma w sobie coś pociągającego. Ale coś w tym zimnie pociąga, gdy patrzy się nań zza szyby, na której mróz maluje esy i floresy…
Czasem pada deszcz. Czasem sceneria nie zachęca. Wiatr policzkuje i wieje w oczy. A czasem dekoracja jest taka radosna- bo i z tej radości płakać można…
.
Pada mi deszcz i wieje w oczy, ale mam parasol… Mam nadzieję, że przetrzyma tę wichurę…
Leave a Response »
Dzień
niedziela, lis 21 2010
Wiersze
dzień, poezja, wiersz, Wiersze, wspomnienia Agata
9:18 pm
Świt
Drży zmarznięty motyl
Na wiosennym liściu
Przysnął
I cokolwiek będzie po tym
Tajemnicą chociaż jest
Już mydlana marzeń bańka
Słońca palcem uniesiona
W morzu myśli się rozprysła
Nie istnieje
Już nie woła
Nie namawia
Do spoczynku
.
Dzień
Choć pochmurny
To bez deszczu łez
Umysł mądry
Serce durne
Wie już
Czym cierpienie jest
Od złych myśli
Wnet odrywa się
.
Jasną nocą
Księżyc zęby szczerzy
Nie zamyka powiek mi
Widzę
Wierzę
Już mi nie zależy
Nie wart był
Żadnej z chwil
Leave a Response »
Miasto nocą
niedziela, lis 21 2010
Wiersze
gwiazda, gwiazdy, miasto, noc, poezja, Szczecin, ulica, ulice, wiersz, Wiersze Agata
7:37 pm
Na ulicach zimny wiatr
Wśród latarni mknie
Kropli deszczu cichy szał
Obejmuje nocny cień
.
W nagich drzewach nikły jęk
W miasta rytmie kołysze się
Czy słyszałeś tamten dźwięk
Zagubiona dusza po chodniku mknie
.
Zza chmur księżyc puszcza oko
Zadrzyj głowę w stronę gwiazd
Nie myśl że to tak wysoko
Każda spadnie
To ich czar
Leave a Response »
Wiersze
niebo, odejście, poezja, skrzydła, wiersz, Wiersze, życie Agata
2:57 pm
Odszedł już dzień
Na zawsze z nim on
Wspomnienie jeszcze chwile zostanie
Wyprze go pamięć
.
Na białych skrzydłach odlecę
Do chmur
Do słońca
Wzbiję się ponad ziemię
Wtopię się w łabędzi sznur
Ucieknę
W stronę końca
Gdzie początek jest
Gdzie nadzieja rodzi się
.
Odeszła już noc
Na zawsze z nią on
Następna gwiazda straciła życie
Kolejna zachwyci
W spacerze po niebie
.
Do tanga weźmie mnie wiatr
Kolejny liść jesienny spadł
Wspomnienie
W zapomnieniu dawno już
Październikowych burz
.
Odeszło już życie
Na zawsze z nim on
Nowe zaczyna się bycie
Nowa chwyta mnie dłoń
Leave a Response »
Powódź
niedziela, lis 21 2010
Felietony
człowiek, felieton, Felietony, filozofia, natura, powódź, przyroda, psychika, psychologia, żywioł Agata
2:25 pm
Kumulacja jest dobra, jeśli dotyczy sumy w totka. Aczkolwiek i tutaj istnieją pewne zagrożenia. Bo gdy grom z jasnego nieba uderza, skutki jego działania nie są tak przewidywalne, jakby zdawać się mogło…
Płynie sobie rzeczka. Urocza. Płyta, widać dno. Nurt jej jakże spokojny i kojący, taki rytmiczny, regularny. Niczym nie zakłócony. Nagle w poprzek ktoś deskę kładzie. Poziom wody się podnosi, ale to jeszcze nic groźnego. Potem następną. Głębokość mierzy już kolejne kilka centymetrów więcej. Aż w końcu powstaje tama. Materiałem na zaporę wcale decha być nie musi. Wystarczy że jakaś zagubiona dusza wrzuci do wody jakiegoś śmiecia, potem następna kolejnego… Nieważne. Przepływ zatamowany.
Do pewnego momentu woda wzbiera i podnosi swój poziom. Gdzieś między szczelinami zapory delikatnie wycieka woda. Takie mniej lub bardziej widoczne przecieki.
Wszystkie brudy i detergenty i co tam jeszcze sobie płynęło zatrzymują się na powierzchni. Z perspektywy żabiej, gdy obserwator usytuowany jest przed tamą, naturalnie nie widać całego tego powierzchniowego syfu.
Nurt płynącego H2O sam sobie tworzy zagrożenie. Ale, nie daj Boże, pogoda sfiksuje i zacznie coś kapać z chmur. Ulewa. A jeszcze jakaś burza i piorun pierdyknie w zaporę. Katastrofa gotowa.
Jakakolwiek przyczyna by nie była, czy to zdarzenia ekstremalne, nieprzewidywalne, czy zwykłe zmęczenie materiału, tama w końcu pęka. Woda zalewa okoliczne tereny. Fala dotyka. Powódź. Żywioł bierze górę- a z nim walczyć- powodzenia.
Oby tylko słońce jakieś przygrzało. Niech te pola schną. Co tam pola! Gorzej z posiadłościami. Czyjaś woda emocji w obcym mózgu, to dopiero miesza i rozpuszcza komórki! A worki z piaskiem i inne zabezpieczenia mają w zwyczaju czasem zawodzić. Ale odpowiednia dawka promieni UV, lekki wiaterek i wszystko wraca do normy.
Gorzej, jeśli sączy się z nieba deszcz. Już nie jest tak słodko. Woda sieje spustoszenie. Stoi, a powierzchnia pod nią gnije…
A gdy woda zejdzie wreszcie, wyparuje, wsiąknie… To tak dwie opcje by były. Pierwsza, ta negatywna, obejmuje zdechłe żyjątka ulegające rozpadom, i wydzielające przez pewien czas traumatyczny dla otoczenia odór. I jeszcze te śmieci z przed tamy, łatwo się potknąć. Takie zbędne akcesoria.
Ale równie dobrze woda może użyźnić glebę i dodać jej urodzajności…
.
Czasami aż trudno mi uwierzyć, jak natura człowieka jest adekwatna do zjawisk przyrodniczych…
Leave a Response »
Wiersze
niemiecki, poezja, wiersz, Wiersze Agata
12:22 am
Auf niemal dreht sich alles um dich
Ich verliere mich
Alles wird egal
Welche ist das Jahr
Die Welt ist nur die Äuβerlichkeit
Und existiert nich die Zeit
.
Ich gebe dich die Wahl
Warte nach vie vor
Ich wisse Bescheid
Wo warst du bevor
Leave a Response »
Iluzja
środa, lis 17 2010
Wiersze
czas, finał, koniec, narodziny, początek, poezja, przestrzeń, rozpoczęcie, wiersz, Wiersze, śmierć Agata
11:13 pm
Jest tu początek
I jest tam finał
Wszystko się kończy
Co się zaczyna
Są rozstania
Są i powroty
Smutki zadane
We śnie giną
W nocy
.
Jest coś
Co nie powstaje
Już trwa
Idzie na wprost
Ścieżkę swą ma
Jest coś
Co się nie skończy
I ponownie zwiąże
Gdy na chwilę świat
Rozłączy
.
Tu nie ma czasu
Nie ma przestrzeni
Iluzja życia
Nie ma narodzin
Zranień i zasług
Nikt nie umiera
Nic się nie zmieni
Nie zaprzestanie bycia
Leave a Response »
Dom
czwartek, lis 11 2010
Uncategorized
dom, opowiadanie, wspomnienia Agata
10:26 pm
Cicha wioska. Jedna droga główna, uroczy ryneczek z pomnikiem natury pośrodku. W oddali rozpościerający się górski krajobraz. Niepozorna rzeka, co roku latem bestialsko zajmująca położone przy niej pola i domy. Pałac i mały las z ruinami wieży, która niegdyś prowadziła do jego podziemi. Na zapomnianych dawno i nieoznakowanych grobach poległych żołnierzy bluszcze.
Dom. Najstarszy na wiosce. Z XV wieku. Pruski mur, niektóre ściany jeszcze wykonane z gliny i trzciny. Solidny, piękny. Przed nim stara studnia, zakryta płytą, na której rozgrzanej zwykłam siadać letnimi wieczorami. Duży ogród, zagracony. Jakieś warsztaty, szopki. Za nim popegeerowski sad i alejka wśród lip. Oaza spokoju. Stadnina koni, datowana na parę lat wstecz.
Na strychu kilka popękanych desek w podłodze. Cisza czasami przeraża. Mały pokoik. Zawsze bałam się w nim spać, zarówno jako dziecko, jak i jako już dorosła. Coś mnie w nim zawsze przerażało…
Strome schody prowadzące na drugą kondygnację. Ile razy z nich poleciałam jako dzieciak…
Człowiek. Starszy. Bezwzględny.
Młodość jego upłynęła pod znakiem nieustających imprez i kobiet. Jedną z nich pochował. Drugą też…
Wkupił się pięćdziesięcioma różami. Żył spokojnie w tym domu lat prawie dziesięć. Żerował, zaśmiecał, użytkował. Eksploatował tylko. Skradał się i nasłuchiwał. Mówił niewiele. Mieszał. Po cichu, żeby nikt się nie zorientował.
Pochował drugą. Ubierał ją do trumny. Na pogrzebie miał kamienną twarz. Także po nim, jak i również, gdy rozbijał rodzinę…
Fałsz, obłuda.
Jeśli kogoś nienawidzę, to właśnie jego.
Mieszka w tym domu. W domu, który mi został zapisany…
Leave a Response »
Wiersze
deszcz, jesień, krople, poezja, samotność, wiersz, Wiersze, zima, łza, łzy, śnieg Agata
9:03 pm
Między palce
Słońca wplatam
Promienie
Nie patrzę
Chcę by zauważył
Moje istnienie
.
Biegnę po śniegu
Boso
Nie czuję chłodu
Skrzydła na plecach
Do chmur mnie uniosą
.
Czuję jak krople
Jesiennego deszczu
Twarz mą chłostają
Na przemian pieszcząc
.
To nieba łzy
Unoszę je
W zamkniętych dłoniach
To tylko deszcz
Przesuwa kolejną łzę
Po skroniach
Leave a Response »
Następna strona »