Z gliny ulepieni
W blasku słońca wypaleni
Zrumienione są ich twarze
Wyrzeźbione z wyobrażeń
.
Rysy ciał ich pospolite
Wycinane w masie litej
Rzeźbiarz pewnie dłuto trzymał
Lecz zazdrości nadał grymas
.
Chciał wyrównać
Praca żmudna
Tknął nie tam gdzie trzeba
Z gliny pył już gdzieś wędruje
W stronę nieba
